wtorek, 17 maja 2016

medytacja


Tylko medytacja teraz. Głęboka przytomność i otwarte oczy. Tempo żółwia, zwolnione 10x, 20x tyle ile trzeba, aby życie dało się poczuć, aby wejść z nim w kontakt, poczuć radość z bycia. Wolno, nigdzie się nie śpieszyć, wszak śmierć jest pewna. To niesłychane jak silny jest nawyk zasypiania u mnie, zamykanie oczu, a przecież zamknięte oczy to sygnał by się wylogować, iść spać, nie widzieć. Kiedy chcę tak naprawdę coś dostrzec doświadczyć otworzę szeroko oczy i popatrzę głęboko w sens. patrz ale czuj, otwarte oczy symbolizują świadomość, obecność, widzenie. Otwarte oczy dostrzegają. A gdy sen przychodzi to tylko jako odpoczynek ciała. Dotnij opuszkami łapki kota gdy śpi, jest czujna jak on cały. Kot nie śpi w sensie ludzkim, on oddaje się krótkim drzemkom w trybie 'stand-by' zawsze będąc gotowym do drogi.


nie spałem dzisiaj całą noc, prowadziłem ceremonię widzenia spraw takimi jakimi są. Oto co odkryłem :

#1.
niosłem ze sobą ciężki bagaż ambicji, planów. Nie wiem zupełnie po co mi to? Cały Cohabitat to dziś już dla mnie jeden wielki ciężar. Straciłem serce, straciłem kontakt z tym. Trzeba mi to przebudować lub zostawić. Cohabitat może być drogą by kontaktować się z tym co mnie ożywia. Zamierzam to sprawdzić. Zostawiłem to dzisiaj. Nic nie muszę już robić. Mogę wszystko. Płodna próżnia.

#2.
być pewnym to nie mieć wątpliwości, to dostrzec całkowicie swoją konstytucję, wejść z nią w kontakt, to zaufać, że sprawy mają swój naturalny bieg. Dostrzec w ciszy i spokoju. Po prostu je zobaczyć przez "otwarte oczy". Być pewnym to celować prosto do celu skąpanym w bezmiarze radosnej cierpliwości.
#3.
jestem bezgranicznie samotny. dostrzegam i widzę, że nigdy tego nie zmienię, gdyż ten stan przynależy do pustki mojej świadomości. wzrastam w niej, ładuję, goję rany, wracam do domu. tutaj mam swój dom, dostrzegam to teraz. Tym domem mogę się dzielić, pustką i przestrzenią. Cieszę się.

#4.
Miłość to fala z pra początku, przenika niczym grawitacja wszystkie wymiary. To sposób komunikacji, intergalaktyczny alfabet morsa, internet połączonych serc istot czujących. Uczy zaufania, miłość uczy ufać i być odważnym wobec ognia prawdy.


poniedziałek, 16 maja 2016

przytomność


15 czerwca 2011 roku, prawie dokładnie 5 lat temu napisałem do Sebastiana taki oto list:
Piszę do Ciebie... gdyż czuję, że jestem Ci winny kilka słów prawdy o ostatnich wydarzeniach. Chcę być z tym wszystkim transparentny i pozwolić wydarzeniom po prostu dziać się w zgodzie z moim sumieniem.
Chodzi oczywiście o Agacinę. Tak się składa, że Agacina tylko jedna jedyna taka - klonów nie dorobiono. I Tutaj zaczyna się ta historyja.

Nie chcę stawać z Tobą w konkury, ani tworzyć jakiś napięć między nami. Mogę CI obiecać, że nie wejdę w tę rolę. Szanuję Cie chłopie!

Chcę Ci tylko opowiedzieć, o tym, że nie stąd nie zowąd, po prostu nagle się w Agatce (ponownie sic!) zakochałem - spłynęło to na mnie w Laskowicach i trzyma do dziś. Chyba wszystko zaczęło się na Ayahuasce - Agata siedziała zupełnie w drugim końcu sali. W trakcie ceremonii, za sprawą poszerzonej świadomości zacząłem lepiej dostrzegać jej osobowość, mogłem bardziej się wsłuchać w jej rytm w jej emocje i myśli. Dostrzegłem tysiące nitek które nas łączą - nie jako kobietę i mężczyznę - ale jako dusze. Nie było w tym żadnej intencji z mojej strony, nie chodziło mi po głowie "jak tu poderwać Agatę"... my już to przecież przerabialiśmy naście lat temu.To co się wtedy objawiło to dla mnie coś zupełnie nowego. Siedziałem tam i obserwowałem jak rośnie we mnie ta kula ciepła.  Ta kula nie dąży i nie planuje. Nie pragnę Agatki zawłaszczyć czy odebrać siłą. Po prostu ta energia płynie w jej stronę ogromnym strumieniem i chce jej radości i spełnienia, chce ją poznawać i odkrywać zakamarki. Jestem niezwykle Ciekaw jej - mam wrażenie, że dopiero co się poznaliśmy. Agata ma tyle tajemnic i nieprzewidywalności. Czuję, że mogę się od niej uczyć garściami ! Będąc z nią jakas moja węwnętrzna wędrówka ustaje i jestem szczęśliwy. Nic na to poradzić nie mogę, że tak się dzieje. Pewnie czujesz podobnie. To wynika z tego, jak piękną istotą jest ta Agacina.

Wiedz, że miałem mnóstwo oporów, początkowo nie mogłem się zgodzić na taki obrót spraw. Nie bardzo dało się tym manipulować. To pojawiło się samo... Nikt tu nic nie stworzył ani nie usiłował... to co czuje to zaskakujące odkrycie.

Nie bardzo wiem co mam z tym zrobić dalej... nie chcę rozwijać tego wątku za Twoimi plecami, nie wiem też czy Agata odwzajemnia to wszystko. Wiem, że jest jej ciężko. Ale to Ty jesteś tam przy niej i jesteś jak zawsze wsparciem. Szacunek. Dziękuje.

Rzekłem. Niech się dzieje nieuniknione.

Pozdrawiam CIę Sebastian!
Pokój
wygląda na to, że ten właśnie list napisałem w chwili swojej największej przytomności. Przyglądałem się swoim uczuciom. Gdy go czytam dzisiaj, rezonuje tak samo jak wtedy 5 lat temu. Dokładnie te same struny. Tak samo jak wtedy 13 lat temu. Te same struny.

Oto cały wzorzec w swoich punktach zwrotnych :
- Agatka jest w trudnej, schyłkowej relacji (Pszczoła, Sebastian, Dawid). Kiedy sprawa się dzieje ma uczucie, że to już nie działa dobrze, trudno jest jej się jednak pożegnać, ma uczucie, że wciąż jest coś do zrobienia i wiele do uratowania.
- Paweł jest również w trudnych schyłkowych relacjach (..., Alicja/Maja, Monika )
- oboje są pełni strachu, zwątpienia i mają trudności z kontaktem z własnymi uczuciami. Dzielą jednak ogromną radość ze wspólnego czasu w przestrzeni zaufania do siebie, pustki i sięgania głębin duszy
- za każdym razem Paweł wyraża klarownie swoje uczucia pierwszy, Agata potrzebuje więcej czasu, gdyż jest bardziej umocowana w aktualnej relacji.
- po pewnym czasie Paweł czuje się bezbronny, opuszczony, zostawiony na pastwę losu, niechciany.
- Paweł dociera do punktu granicznego w którym traci cierpliwość i zaczyna naciskać aby Agatka się pośpieszyła ze swoim procesem
- Agatka czuje, że nie ma przestrzeni i sytuacja w niej ulega załamaniu co powoduje, że potrzeby czasowe rosną
- następuje przerwa przemiany w której Paweł nie jest w stanie znieść bólu i zaczyna pacyfikację (blokowanie, przesunięcie do podświadomości) uczuć do Agatki
- następuje ostatnie spotkanie konfrontacyjne, w którym oboje chcą i pragną się do siebie zbliżyć
- Agatka finalnie decyduje się nie wejść w to, gdyż jest za bardzo zmęczona całym procesem i potrzebuje dużej ilości samotności
- Paweł dobija wszystkie emocjonalne pozostałości w sobie
- następuje dłuższa przerwa po której Agatka wyraża swoje uczucia i gotowość do wejścia w głębszą relację, którą Paweł odrzuca ze względu na nową rzeczywistość wewnętrzną w której się znalazł w międzyczasie
- następuje przerwa w relacji
- odnawia się forma przejściowa w postaci bliskiej przyjaźni.
- pojawia się wydarzenie transformujące które odnawia całą historię od początku
hipotezy :
#1: nasza relacja tętni w powracającym w nowych historiach wzorcu, za każdym razem przywodzi nas do tych samych sytuacji wyzwalających przemianę
#2: Agatka potrzebuje zostać zaakceptowaną w swoim pełnym wymiarze, potrzebuje czasu na transformację, dlatego podświadomie tworzy "sytuacje bramy", których ewentualne przejście daje jej informacje o tym, czy jestem gotowy na jej przyjęcie. Potrzebuje poczuć w mężczyźnie prawdziwe oparcie i prawdziwe zaufanie, że może się otworzyć. Chce poczuć się jak w domu.
#3: nigdy nam nie wyszło ponieważ nigdy nie zaliczyłem bramy "poczekaj na mnie kochany, poczekaj, potrzebuję jeszcze chwilę czasu". Za każdym razem wpadałem w furię niecierpliwości, wymuszając naciskając a ostatecznie tak naprawdę nie ufając Agatce, jej mądrości i potrzebom. Powtarzam to zresztą w każdej relacji.
#4: sytuacje bramy, są dla mnie niezwykle rozwijające, gdyż literalnie na wolnym ogniu płonie moje ego i jego pragnienia w sensie buddyjskim. Daje mi to tyle, że mogę przestać identyfikować się z tym bólem i dojrzeć skąd tak naprawdę pochodzi. Nie pochodzi wszak z relacji z Agatką, która jest źródłem ogromnego błogosławieństwa.
#5: przyjaźń jest odnawiającą się fazą larwalną głębokiej miłości partnerskiej, która wciąż nie może odpowiednio dojrzeć do przemiany aby się zamanifestować
#6: chorobą Pawła jest brak pewności, Agatka podświadomie pomaga mu tę pewność uzyskać poprzez wydłużenie procesu wejścia w bliską relację
wnioski na podstawie danych oraz hipotez :
#1: warto aby Paweł całkowicie oddał się w dłonie przewodnictwa Agatki, gdyż ona doskonale wie co robi, idzie za swoim głosem i w tej przemianie potrzebuje obecności Pawła poprzez obdarzenie jej zaufaniem. To solidny fundament, na którym jej bardzo zależy.
#2: Paweł potrzebuje kontemplować cierpliwość typu "brzemienna kobieta" w oczekiwaniu na moment w którym Agatka obdarzy go darem gotowości
#3: Paweł potrzebuje spalić w sobie cały gniew, nienawiść, odrzucenie, chciejstwo, zamordyzm, manipulacje oraz inne energie, których nie chce w sobie karmić i które nie będą służyć tej relacji nigdy
#4: Agatka potrzebuje sobie ufać i sięgać po to co czuje, że jest dla niej dobre
#5: warto aby Paweł czuł całkowitą pewność, niczym strzała pędząca do tarczy, w momencie wejścia w głębszą relację z Agatką. Temu właśnie służy cała ta gra.
#6: (najważniejszy): sprawy skończone trzeba kończyć na poziomie energii, wejść w kontakt i zasymilować albo wspólną podróż albo pełne wycofanie swojej energii. Albo jesteś w czymś w pełni albo w pełni Cię nie ma.


Dziękuję sobie za zrobienie tej analizy. Czuję się ponownie w stanie wdzięczności. Z taką intencją kończę ten wpis pozdrawiając jego tajemnych czytelników ;)

"Będąc z nią jakaś moja wewnętrzna wędrówka ustaje"

odkrycia

karta "przyjacielskość" z talii kart osho-zen-tarot.
sądziłem, że te karty to jedynie drobna rozrywka, fraszka i zabawa. do czasu gdy podszedłem do tego uważnie. podejście wcześniejsze zdecydowanie charakteryzowało się brakiem uważności. tym razem dostrzegłem sprzęgnięcie się spraw, karty którą losuję z tym które struny we mnie to pociąga. dostrzegłem, że przez ostatni tydzień eksperymentów poruszam się wciąż w obszarze tych samych kart, nie mogę wyjść zbytnio poza obszar 10-12 kart, które w kółko losuję, zaczynam znać ich znaczenie na pamięć, które zaczyna wypełniać moją pamięć podręczną. pomaga mi to asymilować senne doświadczenia za dnia i nocy.

jedną z kart które wywołały we mnie największy rezonans jest właśnie ta widoczna tutaj pt. przyjacielskość. Wzbudziła ona we mnie ogromne poruszenie gdyż jest moim... dawno odkładanym marzeniem. Od dawna czułem, że w takiej relacji czuję się dobrze, pewnie, swobodnie, oddycham pełnią. Przez lata szczekające psy mojego umysłu wytrącały mnie z tego stanu. Jednak trzymam teraz mocno w rękach uważności smakołyki, które będą tresować tą psowatość. Utrzymuję w świadomości ten obraz. Czuję się świetnie, przepełnia mnie przyjemne uczucie zaufania, rozwibrowania i lekkości.

Więc oto stoimy na własnych nogach, każde z koroną własnej osobowości, z korzeniami głęboko w glebie duszy. Czerpiemy z tego samego źródła, sięgamy po to samo światło. Dzielimy to co chcemy dzielić.

środa, 11 maja 2016

zaćmienie



ciała niebieskie dotykają się w przestrzeni odległości, z pewnego punktu widzenia bliscy, krótka chwila kontaktu uświęconej tęsknoty.

sobota, 2 kwietnia 2016

słowo na M

aby tego maila przeczytać potrzebujesz 15 min spokoju, jeśli go masz to zapraszam dalej... zachęcam aby włączyć muzykę i czytać wyrywkowo...zagubić się, pogubić w słowach i zniszczyć całą liniowość tychże sformowań... piszę to, aby jeszcze na chwilę zatrzymać się przy tym wyjątkowym uczuciu, podzielić się tym z Tobą.



pod wpływem naszego ostatniego spotkania, chcę poświęcić nieco uwagi temu, poprzyglądać się, dostrzec...  porusza mnie do głębi, coś czego nie mogę porównać ani odnieść, coś poza opisem i dążeniem, wysnute i wyłaniające się... jak nieznany kształt z jeziora nocą w światłach księżyca i gwiazd... skupić uwagę na tym chcę przez jeszcze chwilę odkryć nieco więcej z tej wielowymiarowości... mrużąc oczy... znikają mocne brwi i włosy, później zanika też wspólna historia, odpływają sensualne namiętności cielesnych polaryzacji, słowa milkną, spojrzenie się uspokaja, czas absurdalnie wygina swoje ciało jakby chciał uformować przestrzeń w której to się wydarza. kiedy spotykamy się zawsze czuję w sercu taką przenikającą mnie do głębi, wibrującą i migoczącą radość. jest prosta i bezpretensjonalna, bez dekoracji i udziwnień, jest piosenką z lat 20, monochromatycznym filmem z przydługimi scenami polskiej wsi. wraz z tą radością, za rękę płynie stróżka wdzięczności, pokornej, pełnej szacunku i oddania... wdzięczności, że jest mi dane tego doświadczać, że mam to szczęście, że otrzymuję ten dar mimo iż nigdy nie miałem odwagi prosić... chociaż odkąd Cię znam to marzyłem o tym. to dar bliskości, intymności, zaufania, zrozumienia, akceptacji i oddania. to balsam ktory uzdrawia moją duszę na każdym poziomie, dodaje siły, odwagi. Przeglądam się w Twoich oczach i widzę w nich blask przenikającej wszystko esencji.. to jak wrócić do domu po długiej wyprawie...

Kiedy śmiejemy się razem do łez - wewnątrz zawsze jestem spokojny jak tafla szkła - w środku przyglądam się temu uczuciu które rośnie wtedy niczym orientalny, magiczny i migoczący na fioletowo grzyb w trakcie deszczu wiosną. Pełną piersią śmieję się z Tobą tak jakbyśmy wspólną dłonią malowali, jakbyśmy tańczyli, jakbyśmy dotykali czegoś wspólnie. Widzę w Twojej twarzy wtedy coś naprawdę dla mnie pięknego. Odwzajemniasz tą radość, kultywujesz ją jak dba się o ulubioną grządkę pomidorów. Rozsmakowujesz się w ich czerwieni i cieple promieni słońca, cieszy Cię widok mnie-radosnego, naprawdę do głębi czuję, że Cię to cieszy. Dlatego ta radość trwa. Generujemy szczęście i ogrzewamy serca w promieniach tej radości, zmarznięte serca... serca samotnych wilków chodzących swoimi, krętymi drogami. Niezwykła jest geneza tego światła...bo ono mam wrażenie wyrasta z całej ciemności naszych dusz... z najczarniejszych ich zakamarków do ktorych bez strachu mamy odwagę sięgnąć... widzę mrok twojej duszy... widzę też granice tego mroku, bardzo jasno je widzę, okalają krainę wspaniałej żywej istoty, pachnącego dębowo-świerkowego boru porastającego starą duszę...przechadzamy się tą mroczną krainą zupełnie się zapominając, absolutnie nie zwracając na to uwagi, ciesząc się wiosną obecności... ten ciemny bór to nie tylko Twój las... to również mój... podróżując tamtymi bezdrożami przechadzamy się po mchu wspólnego naszym duszom wymiaru... dla mnie to tak piękne uczucie móc tam kogoś spotkać w miejscu gdzie doświadczam bezkresu samotności... sama Twoja obecność jest celebracją i świętem.. to lustrzane odbicie ... źródłem tej radości.. ta precyzja bycia w dokładnie tym samym miejscu

To wszystko nie ma nazw... nie da się opisać...to wibrujące doświadczenie...zjawiające się, odchodzące... pulsujące tętnem...
moje życie warto jest przeżywać m.in. ze względu na spotkania z Tobą. Dziękuję za nie, uczą mnie dostrzegać piękno relacji. W moim sercu jest Twój dom, wiem, że w Twoim mam swój.

chciałem się tym podzielić z Tobą i uczyniłem to :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Chwilę przed śmiercią

Jakie to uczucie, ten moment przed śmiercią? Kiedy sprawy się kończą, w chwili gdy jeszcze można by było zrobić coś. To chyba jak być na łodzi ze złamanym wiosłem, blisko brzegu gdy prąd wciąga ku morzu. Przez chwilę rozbrzmiewa kompulsywna walka o jeszcze chwilę dłużej przy brzegu. Prądy mają czas, poczekają...znoszą ku nieznanym, nieznanemu, nieznanej.

Jakie to uczucie w tej jednej chwili gdy odkładasz złamane wiosło i godzisz się ze swoim losem, gdy nawet palec nie drgnie, powieka łagodnie spoczywa jak baldachim na oku wpatrzonym w dal zawieszony. Wypływasz na szeroką wodę nieznanego, gdzie portem są tylko miejsca gdzie ufasz, że to wszystko się zdarza z wrodzonym sobie nieodkrytym znaczeniem.

piątek, 9 sierpnia 2013

Bywam.

Dziś nie śpię. Znalazłem minutę na refleksję, słucham wielokrotnie zwolnionej wersji kawałka Aphex Twin, kąpiąc się w dziesiątkach myśli. Nie poczuwam się do autorstwa, jedynie przepływają strumieniem wywołując turbulencje. Kim jest ten co obserwuje, co formuje pytanie i dostrzega, że postrzega ? Turbulencja. Leżę. Oglądam film przy otwartych oczach, wchłaniam zapach mokrego asfaltu. Wspominam tych, których kochałem, wspominam siebie z dawnych lat. Obrazy, uczucia, zapachy, wrażenia snują się jak kurz strząśnięty ze starej książki. 





wtorek, 21 lutego 2012

day two. sen.

sny... rzeczywistość ... jest różnica ? Czy jest ciągłość ?
Ten sen mnie przemienił.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Everything is Love or a Call For Love


zamykam się w sobie do odwołania. It's official.

"Like it or not, YOU have created/attracted ALL your relationships. YOU have the Power to change them. Take complete responsibility for your life. Don't be a victim. We can blame till we're blue in the face, but that only prevents us from growing and moving forward. Ultimately, we don't NEED anyone to make us Happy. The reality is NO ONE Can make us happy. When we are truly happy within ourselves, we are Happy to be Alone. When we are Happy to be Alone, we are Truly READY to be in a relationship." ~ Eric Allen

niedziela, 19 lutego 2012

Proste.

Za dużo mojej uwagi skupia się 'na dupach'.
Koniec z tymi kombinacjami alpejskimi.