I gdy tak wyprawię się wreszcie do lasu
Zagadywać kwiaty i niebo pytać o zdrowie
Znikam całkowicie w tym braku poczucia czasu
Błądząc bezradnie, bezkarnie pieśni nucę Tobie
Czasem... wodne owady zechcą zmoczyć mi głowę
w drodze do ogrodu pełnego tajemnic
i pytam się wtedy czy ja jeszcze wracać chcę
czy mam jeszcze tyle wiary by nie kpić
z siebie, z krawatów, z czarnych masek samochodów
i wsiąkam w Ziemię z deszczem bratem
płomień wciąż się mieni w sercu
Wtedy wracam do miasta, w miasto nie wierząc
Wracam do samotności w której mogę wsiąkać w Ziemię, lepić ją, być sobą jak zechcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz