wtorek, 24 lipca 2007

Taki mix

Cypr - 2006
Odebrałem od fotografa zdjęcia, które napstrykałem podczas przygód na Cyprze. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, ich porażająco dobra jakość (robione starym Zenitem) mnie poraziła. Zwracam honor temu zasłużonemu sprzętowi i obiecuje używać częściej. Większość fotografii jest wspólnie z Anią z Wrocławia, dzieki której nie dałem się "zlagrować" i utrzymałem Siebie. Razem organizowaliśmy wicieczki po mieście i pobliskich wzgórzach - bawiąc i śmiejąc się co niemiara.


Dziś rozpadało się znów na dobre. Chwyciłem więc parasol i pomknąłem z psem do lasu na spacer. Łażenie w czasie ulewy ma coś z odkrywania instant. Wszyscy siedzą w domach. Deszcz elitaryzuje tych śmiałków co spokojnym krokiem idą gdy we włosach bajorko. Przedwczoraj, idąc w deszcz ze szpadlem, celem nakopania gliny, minąłem chłopaka, który też się nie śpieszył mimo iż mocno padało - wymieniliśmy dwa słowa nt psów które dreptały u boku i każdy poszedł w swoją stronę - ale to było jednak coś innego.
Łażenie po deszczu pozwala nawiązać na krótko utraconą więź z naturą, gdy woda włazi za koszule i wciska sie do butów - gdy rozwiewa higieniczną suchość ciała. Gdy zdjąć buty i brodzić po kałużach, mokrych trawach czy błotnistych ścieżkach - dopełnia się chwilowe uczucie zadowolenia i spełnienia. "Nic mi więcej nie potrzeba" można by zaśpiewać. Głęboko tęsknie do chwil kiedy te "święta" staną się powszednim doświadczeniem. Jakże to paradoksalne, że chodzimy w butach z parasolem nad głową.
Gdy pada samotnieją chodniki i ulice - uspokajają się. Wszyscy wstrzymują oddech i czekają. Można to poczuć w powietrzu, zwalnia świat. Dlatego myśle, ze parasolki wcale nie są takim dobrym wynalazkiem, ani też odprowadzające wode chodniki. Może i wygodniej, ale umyka równowaga.

Wróciłem kilka dni temu z jednodniowego spotkania Stowarzyszenia biobudownictwa. Jestem szczęśliwym członkiem tej organizacji. Przybyłem dzień wcześniej niż "wszyscy" inni domniemani uczestnicy - stało się dobrze - miałem bardzo dużo czasu na rozmowę i poznanie się z założycielem Januszem Świderskim, który okazał się być niezwykle światłym człowiekiem. Zostałem zaproszony do wnętrza domku, który własnoręcznie budował przez prawie rok - efekt na żywo piorunujący. Domy robione ręcznie mają w sobie energie, magię i niezaprzeczalny urok, którego nie posiadają pod linijke ukształtowane wielkie inwestycje czy seryjnie produkowane domki jednorodzinne. Każdy detal ukształtowany został z sercem - to widać. Całe popołudnie zleciało nam na rozmowach. Złapałem bakcyla na dobre, gdyż Janusz to prawdziwy pasjonata. Z gliny wykonał wiele małych modelików, rzeźby oraz makiete ściany którą widać tutaj obok na zdjęciu. Opowiedział mi ze szczegółami o swoich marzeniach i ideach, które pragnie wprowadzać w życie. Pod wieloma z nich podpisuję się całym sercem, toteż działalność w Stowarzyszeniu będzie dla mnie drogą do samorealizacji.
Po powrocie na studia, planuje zaprosić Janka na wykład połączony z wyświetleniem filmu nt. ekologicznego budowania - mam nadzieje, że odnajdę kogoś z kim będe mógł dzielić swoje zaintersowania i myśli.

Brak komentarzy: