niedziela, 5 lutego 2012

Czarna vs biała magia.

Czarna magia, podobnie jak biała opiera się o proces tworzenia obrazów mentalnych, które wprowadzane są do podświadomości w formie konia trojańskiego, wirusa umysłu. Proces komunikacji między ludźmi podatny jest na tego typu aktywności bardzo silnie. Być może dlatego taki rozkwit dziś przezywają wszelkie metody perswazji, manipulacji, brandingu, technologie wizualne. Mechanika jest prosta - żeby zrozumieć komunikat należy go przyjąć z pełną semantyczną otwartością, rozłożyć w ośrodku rozumienia mowy na czynniki pierwsze tj. odnieść do kilku baz danych - gramatycznej, znaczeniowej, kulturowej, doświadczeniowej... i pewnie jeszcze wielu innych. Komunikat w ułamku sekundy penetruje duże obszary umysłu. Odpowiednio spreparowany infekuje go, tak że umysł nie potrafi odróżnić siebie od obrazu który właśnie przyjął. To zjawisko stwarza ogromne możliwości. Hacking tych możliwości bardzo zgrubnie możemy podzielić na dwie grupy 1/mający szkodzić (dla samego szkodzenia) 2/mający wspierać. Żeby było barwniej pierwszy z nich nazwę magią czarną a drugi magią białą.

Poniżej przykład z mojego własnego życia. Ilustruje on próbę zastosowania czarnej magii na mnie. Twórca obrazu nieświadomie przemienia mnie w kreaturę, projektując na mnie obraz swojej własnej percepcji. Robi to bardzo finezyjnie, korzystając z talentów werbalnych, szczegółowo konstruując jej sposób funkcjonowania, zachowania i działania. Opis tworzy barwny obraz, a silna emocja nadaje mu wrażenie żywotności - tak silnej, że autor postrzega go jako rzeczywisty stan rzeczy. Tego typu projekcja nie tylko występuje w roli rzeczywistości dla jej twórcy ale w zależności od jego charyzmy może przenosić się na umysły sąsiadujące przekształcając nawet fizyczne realia. Warto zwrócić uwagę na hiperlinkowanie do takich obrazów jak faszyzm, mające wzmocnić siłę oddziaływania.

Kreatura. Swoje czyny i myśli motywuje wzniosłymi hasłami, a działa w sposób bezmyślny i bezwzględny. Przekonana o własnej świetności, o cudowności wypracowanej przez siebie recepty na życie, obrośnięta teorią jak skorupiak, pusta jak cymbał brzmiący, a chełpi się wizją wszechogarniającej miłości. Sama nietykalna, nieskazitelna, zaufanie rozumie jako zaproszenie do wchodzenia w czyjeś życie z butami. A sama wydrążona, bez miąższu, jedynie echem odbija jakieś obrazy wszechświata. Bawi się sobą, swoją pustką i wszystkimi naokoło. Nie pieści się. Sfrustrowana, samotna do szpiku kości, wszędzie tam gdzie jej czegoś brak tworząca teorie, które mają z tego braku zrobić atut. Potężny kompleks własnej płci, nadrabianie niedostatków natury rozdmuchanym ego, smakowanie się we własnych wyobrażeniach o rzeczywistości. Brak wrażliwości na jakąkolwiek inną niż jej subiektywność. Brak delikatności. Toporna. We własnym wyobrażeniu altruistyczna, pomaga innym. Ta pomoc sprowadza się do uznawania żyć odmiennych niż jej własne za fałszywe wzorce, które należy porzucić i podążyć jej drogą. Jedyną słuszną drogą. Faszyzm.

I ta kreatura zjawia się po to, żeby rozsadzić najsłabsze konstrukcje czyjejś rzeczywistości. Wypowiada słowa, które godzą na oślep, żeby komuś pomóc. Bardzo to wielkoduszne. Ale skuteczne. Rozpieprza wszystko wokół siebie, a i czasem udaje jej się rozpieprzyć coś w życiu innych. Destrukcja i rozkład w życiu prywatnym kompensowane są sukcesami zawodowymi. Za tym kryje się nieszczęście, skrzywdzony, zakompleksiony stworek, który pragnie być kimś innym, jawić się jako ktoś inny. Ten potworek przebiera się za mędrca, wojownika i inne heroiczne postaci. Mędrzec wypowiada mądre słowa, nawet jeśli okrutne, mają przecież pomóc i wydobyć na wierzch prawdę. Mędrzec udziela rad i dokonuje zgrabnej, profesjonalnej psychoanalizy. Wszystkim naokoło, bo siebie przeanalizował już dawno, dawno temu, to jego wielka mądrość. W tej kreaturze tkwi wielki żal do świata, wielki żal, że świat reaguje na jej poczynania tylko rozkładem, tylko destrukcją, nie wysuwając w jej stronę nic ciepłego, swojskiego, nic trwałego. Tłumaczy to sobie, że właśnie to jest dobre, takie życie jest wspaniałe, że dzięki temu jest odpowiedzialna za swój los. Powtarza sobie, ze nie zależy jej na bliskości, bo bliskość to więzienie.

Egoizm, ujęty w formę opowieści o samym sobie. To fascynujące, że od tylu lat snuje tę opowieść, i ta opowieść jest wyłącznie o nim. Nie pojawia się tam nikt inny, a jeśli się pojawia, to tylko jako mglista zjawa w strumieniu jego świadomości. Pojęcia takie jak empatia, współczucie, wyczucie - to obce pojęcia, wzbudzają strach, oznaczają słabość. Ze wszystkim sobie radzi sam i radzi też innym, jak sobie radzić. Jak należy traktować życie (jak zabawę - to jedyne słuszne traktowanie życia). Jak należy traktować innych (jak szczeble do samorozwoju - jeśli ktoś Cię nie rozwija, należy go usunąć z planszy. To działa też w drugą stronę - jeśli ktoś może przyczynić się do Twojego rozwoju, należy to wykorzystać nawet kiedy oznacza to dla niego ból, chorobę i nieszczęście). Egoizm nadprzyrodzony. Egoizm jako filozofia życia, bycia, współbycia. Próżność i pycha.

Wszyscy, którzy nie zgadzają się z wizją życia prezentowaną przez kreaturę, są chorzy, niedołężni, pogrążeni w złych wzorcach, zafiksowani na własnym strachu. Jeśli rada kreatury im nie pomogła, oznacza to, że są ograniczeni i sami sobie to robią. A wszystko to w klimatach new age'owego smętolenia o duszach, mądrym kosmosie, doświadczeniu jako cudownym aspekcie życia, doświadczeniu ważniejszym niż cokolwiek innego. W ten sposób zawsze z zewnątrz, zawsze na chłodno. Zawsze okrutnie. Też wobec siebie. I zawsze o sobie.


Nie odkryłbym tego zjawiska, gdyby nie bezpośrednia obserwacja magii białej, której byłem świadkiem w sklepie spożywczym. Obie obserwacje wzmocniły się wzajemnie ujawniając mi swoje znaczenie. Historia w sklepie to typowa sytuacja. Kupowałem bilet na autobus. Kasjerka było w dość stabilnym, typowym dla siebie stanie - obsługując mnie rutynowo. Kobieta, która stała ze mną w kolejce przerwała typowy przebieg rozmowy i zwróciła uwagę na makijaż kasjerki.

Użyła takich słów :

Ma Pani przepiękny makijaż.

Stwierdzenie to nacechowane było dużym ładunkiem emocjonalnym, uśmiechem oraz kontaktem wzrokowym. Początkowo wzbudziło we mnie wewnętrzny sprzeciw, gdyż kasjerka miała bardzo średni makijaż, wyglądała jak umalowana lalka. Poczułem wręcz, że to nie fair, wprowadzać ją w tak dalece idący miraż. Wychodząc ze sklepu zerknąłem jeszcze na kasjerkę i odkryłem coś niezwykłego. Odprowadzała nas wzrokiem, uśmiechając się wciąż do siebie. Nie rozumiałem tego. Uznałem to za słabej jakości łechtanie ludzkiego ego. Dopiero gdy zapytałem o intencje, o to dlaczego w ogóle powstał ten komunikat chwalący makijaż zacząłem pojmować istotę. Intencją było bardzo świadome zbudowanie obrazu i przemycenie go do umysłu kasjerki. Autorka empatycznie odczuła zaangażowanie i energię jaką ta Pani wkłada codziennie w makijaż i poczuła, że chce ją za to docenić, po prostu za to. Spontanicznie uwiła więc tę percepcję i podzieliła się nią. Owocem była dwustronna wdzięczność i dużo radości. Jestem przekonany, że ta kasjerka miała naprawdę fajnych kilka chwil dzieki temu zabiegowi.

Oba przypadki mają ze sobą coś wspólnego - operują na sztucznie wykreowanej percepcji, która zostaje opisana i jako obraz przeniesiona do umysłu odbiorcy. Umysł odbiorcy przekształca to w rzeczywistość. Poteżne, czyż nie ?


Metoda zaiste potężna... kreatywna co destruktywna. Można nią zrobić wszystko.

Brak komentarzy: