dziś dzień znaczący. Opowiedziałem jej o swoich odczuciach, nie zważając ma konsekwencje, pozwoliłem zrobić sobie coś co było mną. Jestem mną bardzo ostatnio, na dobre i złe. Jedni mnie kochają drudzy nieznoszą. Odkrywam w tym niezwykłe wzorce. To my sami jesteśmy odpowiedzialni, za każdą najmniejszą emocję, która pojawia się w umysłach i sercach, za każdy najmniejszy ruch... nic 'na zewnątrz' nie jest w stanie tego wytworzyć... sami jesteśmy twórcą, artystą. Przestałem się winić za to, że ktoś ma problem z tym, że nie zrobiłem czegoś co powinienem, że jestem inny niż przewidywano. Nauczyłem się mówić przepraszam, i pozwolić tej osobie wycierpieć się w spokoju. Czasami trzeba. Czasem czuję tak nagłe porywy, tak nagłe zmiany, że literalnie sam na siebie bym się wkurzył... ale cóż mogę innego zrobić jak tylko być tymi porywami ? W imię czego miałbym nie być ? Żeby tylko zachować szacunek do innych ludzi i pokorę, czystość intencji.

"Like it or not, YOU have created/attracted ALL your relationships. YOU have the Power to change them. Take complete responsibility for your life. Don't be a victim. We can blame till we're blue in the face, but that only prevents us from growing and moving forward. Ultimately, we don't NEED anyone to make us Happy. The reality is NO ONE Can make us happy. When we are truly happy within ourselves, we are Happy to be Alone. When we are Happy to be Alone, we are Truly READY to be in a relationship." ~ Eric Allen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz