
Nawet nigdy nie myślałem czemu tak lubię maki... ale dziś przyszło mi do głowy, że to dlatego, że nigdy nie wiadomo gdzie wyrosną i że są tak naturalne, roztargane w swej urodzie i wdzięku, że warto czekać na nie cały rok by tylko na chwile z nimi pokiwać się na wietrze. Może jeszcze to, że wcale nie są już takie pospolite mimo iż wszędobylskie.
Gdybym miał kiedyś dom z dachem zielonym... dzień w którym kwitły by maki byłby świętem maków, obchodzonym co roku :-) To chyba dość dobry powód do świętowania.
Słabość do maków podobna jest do tej do muchomorów. Z tą czerwienią łąki dostają coś z baśni :)
1 komentarz:
doskonale rozumiem twoją miłość do maków
sama czekam z utęsknienim na moje czerwcowe kochanki - na coroczne święto piwonii :-)
moje serce pachnie piwonią i układa się w jej płatki :-)
Prześlij komentarz