powraca do mnie ten obraz... i jego perspektywa...
mnicha kontemplujacego nad brzegiem ogromu morza...
a ten mnich tyci...nic nieznaczący wlasciwie... a jednak bez niegokompozycja niemialby sensu
wlasciwie taki kontemplujacy punkt
nawet linia brzegu tak sie uklada...jakby chciala podkreslic znaczenie mnicha....
i on tak stoi... zupelnie samotny...z morzem, wiatrem, i chmurami
i wlasciwie nic nie moze z nimi z robic jak tylko im sie przyglądać
ten mnich czegos nie rozumie
dlatego poszedł nad morze
i duma...
a te jego mysli materialuzja sie w postaci ciemnych chmur i kolorytu morza...
i cos w nim toczy walkę...
i cos w nim toczy walkę...
bo ciemne chmury nie spowiły całego nieba
i nie wiem do konca czy chmury sie cofają... czy nadchodzą
byc może za chwile zaswieci slonce...
"mnich nie dopuszcza do glosu emocji, wszystko odbywa sie na poziomie mentalnym, on dyskutuje ze soba, z bogiem, on wszystko probuje ogarnac rozumiem, ale tego sie nie da.... to wszystko jest bezkresne jak morze, jak niebo nieskonczone... i byc moze on patrzac na to morze zaczyna to gdzies tam pojmowac...a najwyzsze patrzy na niego z gory"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz