Ewolucja materialna w moim wydaniu to rakieta. Tak miało być i tak się dzieje. Plan został stworzony, żeby szybko ogarnąć się materialnie, stworzyć podstawę dla nieco istotniejszych działań niż zarabianie pieniędzy i myślenie o tym co i tak nie moje.
Wrzesień 2007 - to data kiedy przyszedłem pierwszy raz do biura. Za pasem mamy datę wrzesień 2009. W 2 lata zbudowałem niezłą machinę. Śmiali się i nie wierzyli... a mnie się cały czas udaje. I tak ma być. Ten temat jest wręcz magiczny - pozwala działać jednocześnie na wielu poziomach. Kształtując materię można kształtować relacje oraz wspomagać dobre elementy życia. Podoba mi się to.
Tak więc w 2 lata od zejścia z utartych szlaków, w 2 lata przedzierania się przez krzoki, bagna i bluszcze docieram powoli do pierwszej większej polany, na której zamierzam rozbić obóz. Jeszcze nie wiem co to dokładnie oznacza - jedno jest pewne udało mi się stworzyć prototyp maszyny, która ma realizować wizje przyszłości. Nie było łatwo, ale nie było też strasznie trudno. W ludziach obudziły się nowe potencjały. Niepostrzeżenie weszliśmy w nową epokę, której historycy jeszcze nie mieli szansy ochrzcić... ale wyczuwa się te zmianę w powietrzu...transformację genius loci... jak przy przejściu z Gotyku do Renesansu.
I mnie dane jest wpisywać się w to przejście... It's about earth & heaven - here & now.
Marzenia w sosie zaangażowania, wiary i pracy zawsze się spełniają. Nie mogę uwierzyć, że tak wiele "niemożliwości" stało się doświadczeniem. Ale to dopiero początek...to było dopiero jak wsadzenie ziarna do ziemi i dbanie by nie umarło. Dziś ledwie widzę kiełek pod grudkami ziemi - coś wzrasta. Tej rośliny jeszcze tu nie widziałem... nie wiem jak o nią dbać a mimo wszystko trzeba będzie się nią zająć.
Nauczyłem się brać różne rzeczy na klatę i być za nie odpowiedzialnym. Nauczyłem się popełniać błedy bez opuszczania głowy i co najważniejsze nauczyłem się czerpać z nich całą naukę, którą niosą ze sobą. Dziś wiem, że to jedna z ważniejszych sfer.
Cykle mkną do przodu nie tylko na zewnątrz... również w mojej plątaninie nitek, sznurków dzieją się ewolucje. Jak to zwykle bywa, energie te nie cierpią supłów i dość zdecydowanie się z nimi obchodzą, rwąc i niszcząc splątane połączenia. I tak to już ma być i wcale inaczej nie chce.
I po prostu poziom złożoności spraw, ich znaczeń zaczyna Cię człowieku pewnego dnia przerastać, Twoja inteligencja i możliwości pojmowania nie są wstanie budować wciąż na nowo zaktualizowanych modeli odzwierciedlających rzeczywistość...i przestaje to w końcu być racjonalne zachowanie... i coraz częściej myślisz o tym, by zaufać inteligencji która jest poza Tobą i rozpłynąć się w bezmiarze. Ewidentnie wszedłem na tę ścieżkę.
Wrzesień 2007 - to data kiedy przyszedłem pierwszy raz do biura. Za pasem mamy datę wrzesień 2009. W 2 lata zbudowałem niezłą machinę. Śmiali się i nie wierzyli... a mnie się cały czas udaje. I tak ma być. Ten temat jest wręcz magiczny - pozwala działać jednocześnie na wielu poziomach. Kształtując materię można kształtować relacje oraz wspomagać dobre elementy życia. Podoba mi się to.
Tak więc w 2 lata od zejścia z utartych szlaków, w 2 lata przedzierania się przez krzoki, bagna i bluszcze docieram powoli do pierwszej większej polany, na której zamierzam rozbić obóz. Jeszcze nie wiem co to dokładnie oznacza - jedno jest pewne udało mi się stworzyć prototyp maszyny, która ma realizować wizje przyszłości. Nie było łatwo, ale nie było też strasznie trudno. W ludziach obudziły się nowe potencjały. Niepostrzeżenie weszliśmy w nową epokę, której historycy jeszcze nie mieli szansy ochrzcić... ale wyczuwa się te zmianę w powietrzu...transformację genius loci... jak przy przejściu z Gotyku do Renesansu.
I mnie dane jest wpisywać się w to przejście... It's about earth & heaven - here & now.
Marzenia w sosie zaangażowania, wiary i pracy zawsze się spełniają. Nie mogę uwierzyć, że tak wiele "niemożliwości" stało się doświadczeniem. Ale to dopiero początek...to było dopiero jak wsadzenie ziarna do ziemi i dbanie by nie umarło. Dziś ledwie widzę kiełek pod grudkami ziemi - coś wzrasta. Tej rośliny jeszcze tu nie widziałem... nie wiem jak o nią dbać a mimo wszystko trzeba będzie się nią zająć.
Nauczyłem się brać różne rzeczy na klatę i być za nie odpowiedzialnym. Nauczyłem się popełniać błedy bez opuszczania głowy i co najważniejsze nauczyłem się czerpać z nich całą naukę, którą niosą ze sobą. Dziś wiem, że to jedna z ważniejszych sfer.
Cykle mkną do przodu nie tylko na zewnątrz... również w mojej plątaninie nitek, sznurków dzieją się ewolucje. Jak to zwykle bywa, energie te nie cierpią supłów i dość zdecydowanie się z nimi obchodzą, rwąc i niszcząc splątane połączenia. I tak to już ma być i wcale inaczej nie chce.
I po prostu poziom złożoności spraw, ich znaczeń zaczyna Cię człowieku pewnego dnia przerastać, Twoja inteligencja i możliwości pojmowania nie są wstanie budować wciąż na nowo zaktualizowanych modeli odzwierciedlających rzeczywistość...i przestaje to w końcu być racjonalne zachowanie... i coraz częściej myślisz o tym, by zaufać inteligencji która jest poza Tobą i rozpłynąć się w bezmiarze. Ewidentnie wszedłem na tę ścieżkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz