piątek, 17 kwietnia 2009
Kolejne dzwonki,może sen dziś mnie uwolni
Może spokojnie zamknę oczy kiedy Słońce zechce się schować
Narazie nic z tego,trzeba nad czymś pracować
Pulsują skronie już, a jeszcze tyle musi zrobić głowa
Dziś umrę,położę sie by uspokoić głowę
Kolejny dzwonek,dla mnie zabójcza broń
Danny Glover (?),ok,wiem nerwy nic nie dadzą
Wiem,ale wkur*** sie bez przerwy
Tak to jest,jak się zrobi błędy i trzeba naprawiać
Już późno,a jutro mam rano wstawać
Jak zresztą codziennie, nie czas się poddawać
Jest dzień zabawy,lecz dzisiaj powaga
Skupiona uwaga, koncentracja
I mimo stresu jutro też będą świecić światła miasta
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzieś przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Do stresu dochodzi tęsknota i
I pogłębiasz doła drzwi zamknięte
I tylko ściany towarzyszą w wojnach z własną świadomością
Chcesz być sam,nie ze światem, ze sztuczną litością
Bez ludzi ogarnięty sobą,myśleć o tym co się stanie
Mam tak w Ramadanie, dwa osiem dwa cztery głowy wyciszanie
Uspokajanie,walka z wewnętrznym wrogiem
By jutro się obudzić z pełną świadomością o sobie
Regeneracja,spokój,cisza
W pewnym momencie tylko oddech słychać
Metafizyka
Nie wierzysz? Ja kocham tak znikać
Uciekać bez stresu,cały mieć spokój w tym bloku od pierwszego życia roku
Szukając recepty na szczęście mam przyjacielską rękę
Stres? Już bez obawy porządkuję sprawy
Pozdrowienia, Eldoka z Warszawy...
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Ogarnia mnie stres,wiesz jak jest
Schować się gdzies przed niepokojem,który dręczy moją głowę
Stres
Posłuchaj, lekarstw nie mam, play stacja,kino
Cokolwiek i tak do kłopotu wracam każdą myślą
Jest tylko hip-hop afrodyzjak i lek na wszystko x7
Szukam stylu
Szukam stylu, w cieniu szarych przecznic
W miejscach mało bezpiecznych
Prosto z miejskich peryferii, jako grzesznik błądzę
Czego ode mnie los chce?
Płomień, schodzi po lącie, inni szykują odwet
Idę dalej, wbite żale klikę stale męczą
Ludzie nad głową jęczą i ten lament płynie z nędzą
W moich oczach piekło, ja wciąż szukam
Choć znajdę nieprędko, spostrzeżenia
Dukam dziurę wiercąc w kłopotach
W ręku sześciopak Żywiec, czuję, że żyję
Choć wątpliwe w tej alternatywie znaleźć antidotum
Na cały ten kibel spraw bez polotu
Imię ich mi nie znane
Choć świat w moich progach barwny jak murale
Smutku nie czaję, jestem sobą, szukam stylu
Idąc przez Teofilów na okolicę patrzę
Jak nienawiść zamyka człowieczeństwo w klatce
Ref. x2
Szukam stylu, ukryty pośród innych tylu
Zaginiony jak Atlantyda, legenda wciąż żywa
Nowe aspekty odkrywam, w oceanie życia pływam
Kiedyś dojdę do celu, łącząc kolejne ogniwa
Szukam stylu w miejscach, o których ci się nie śni
I mając w pamięci tych co tu odeszli
Zamiast uciechy Nesquik, kamień, marazm, chuj, że się staram
Jak ludzie żerują na skazach, które życie powtarza w cyklu
Na twarzach ich trud, we krwi los życiem się nie pieści
Pięści kreują lepszych
Ja jestem jednym z tych gości z osiedli
W sąsiedztwie rodzinnych tragedii od faktów się nie odetnę
Szukam spełnienia przepowiedni o plażach
O gorących piaskach, zgrabnych pośladkach
By po 8 godzin codziennie musiała tyrać matka
A znam takich, którym na życie nie wystarcza
Szukam stylu, zmieszany z tłumem
Robiąc to co wydaje mi się, że robić umiem
Wybrałem kierunek szczerość, czy to zrozumiesz?
Nad miastem przelot, cel - znaleźć styl w siebie wierząc
Dzisiaj wielu w galerii, tysiąc portretów
Wciąż te same twarze a ja zrobię to inaczej
Nie mów, dawka świeżego tlenu dla was
Choć czysta kartka, to zaraz już będzie w rymach cała
Nie patrz, odnajduję inspirację w pięknych kobiet uśmiechach
Szukam stylu, bo wiem, że on jest tam, wychodzi z serca
To moja Mekka, to ukojenie w tych wersach
Spokój, cisza, relaks, to tu słychać mnie na łódzkich scenach
Z tego miejsca, gdzie w końcu coś zaczyna się ruszać
Kotku posłuchaj, bo to dla ciebie słowa rzucam
Miejska rotunda, pełna miejskich myśli, upał
Szaleje dusza, bo w klubach sto stopni Celsjusza
Ja ciągle szukam, na zawsze w tym parku westchnienie
Wspomnienie, gdy pierwsze frazy na papierze
To jak marzenie, które w końcu zaczyna się spełniać
Rap po polsku, na polskich osiedlach, po roku legal
A ty na to czekałeś, szukasz lecz nie możesz znaleźć
Więc sięgnij wzorkiem dalej, ponad morskie fale
Ponad chmury, ponad wszystko, co nas otacza
Kolejny wers życia zapisany na kartkach
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz