piątek, 18 lipca 2008

Sad martwych jabłoni.

Była kiedyś łąka, opodal lasu. Nieskrępowana, sama sobie zieleń ścieliła do snu. Była łąka kiedyś, niepoznania przez nikogo... oraz siebie samą. Szumiała na wietrze wiersze wyzwolone, nierymowane i nieliryczne, trawy były jej za włosy za szum za szapt... zapach za duszę. Porosły w końcu kwiaty. Poczerwieniało, pożółciło... zaskoczyły siebie same kolory, ilością odcieni i połączeń.. łąka oniemiała...wiatrem nieobecnym. Łąka zaśpiewała zastępami bąków, pszczół i świerszczy tego wieczora... zaśpiewała tak jak nigdy... tak raz pierwszy. Przyleciały ptaki za nowiną, o śpiewającej łące za lasami...czerwień maków nieposkromiona rozkochała ptaki w łące...przyleciały ptaki siać jabłonie...w dowód miłości. Padły ziarna w miękkie mchy i trawy, pełne soczystych soków i życia. Porosły jabłonie pełne uczuć i dały owoc... korzeniami obejmując czule ramiona Ziemi. Spadły pierwsze jabłka, karmiąc życie. Pusta niegdyś łąka dziś była bogactwem form się mieniła.

Razu pewnego susza przyszła długotrwała, bezkońca, bezkresna... całkowita. Powiędły najpierw drzewa dające cień...później kwiaty. Uschły jabłonie...siejąc łąke swoimi martwymi ciałami, zakleszczając jej duszę umartwionymi korzeniami. Załkała łąka nad losem życia, nad własną samotnością i tęsknotą. Modliła się o ogień... który ją zniszczy i uwolni od wspomnienia o cudownych niegdyś jabłoniach.

Ogniu straw mnie swymi płomieniami, możę na wiosnę... może jeszcze tego lata. Uwolnij mą duszę...oczyść z martwych ramion jabłoni...pozwól mi ponownie zielenić się i rozchylać kwiaty o poranku. Ogniu zniszcz mnie dziś, gdyż się duszę.

1 komentarz:

kala.bochenek pisze...

http://img400.imageshack.us/img400/3999/shiva1ug.jpg