Empiria mówi, że jedną z ważniejszych tajemnic do odkrycia jest zwykła radość z życia, nie podparta niczym, niezależna i swobodna. Tajemnica ta zdaje się być królową tajemnic w ogóle, gdyż bez jej poznania percepcja blaknie, wypacza się i wygina. Jednakże zawarta w procesie mojego rozwoju niespójność wprawia mnie w zakłopotanie. Nie poznałem najpierw tajemnicy radości, miast tego maczam w palce w oświecaniu rozumu. Sęk w tym, że im bardziej w to wchodzę, tym bardziej się alienuje, tym mniej radości z rzeczy zwykłych i małych. To mnie prowadzi do absurdalnego przecież wniosku, że to wcale nie rozwój... a jakaś atrapa i każe się zastanowić nad przemianą. Ale jakże tu odkryć tajemnice niczym nie podpartej radości z życia. Wiem, że istnieje, kiedyś ją znałem - przepadła wraz z pierwszą książką o historii filozofii i pierwszym nieśmiałym pytaniu dlaczego? Potem już była lawina pytań.
To była hipoteza pierwsza. Druga mówi o tym, że obracam się w nieodpowiednim towarzystwie, w którym radość to forma bezmyślności. Z uwagi na to iz Bliźniakiem jestem czystej krwi, nie jestem aspołeczny. Próbowałem się integrować ze znajomymi, ale to po prostu niewykonalne. Nie interesuje się piłką nożną, piciem piwa w pubie ni popijawami na grillu, nie okazuje sympatii mówiąć "siema zjebie", "co jest szmato". Nie pasuje.
Moja wyprawa po tajemnice radości życia trwa. Nie będę chodził na kompromisy i nie mam zamiaru dokształcać się w temacie "zabaw młodzieży".
Po zakończeniu roku akademickiego mam zamiar wdrożyć kilka swoich własnych inicjatyw, które mają szanse być punktem wokół których zawiąże się jakaś społeczność.
Zmiany następują cyklicznie, biorytmicznie. Od odkrycia do zwątpienia. Im "dalej" tym mniejsza amplituda wahnięć emocjonalnych... można interpolować, domniemywać kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz