czwartek, 24 maja 2007

jazz nocą

w taką noc jak ta grzechem jest zasypiać wcześnie,
w tak samotny wieczór głupio zabijać głębokość myśli snem
Pan Teddy Wilson, zupełnie mi obcy, pewnie już dawno pozbawiony ciała... zapodaje mi swoje jazzowe impresje... ciekawe czy kiedykolwiek przeszlo mu przez mysl ze jego muzyka bedzie towarzyszyła komus w taki wieczor jak ten, gdzie tesknota za zyciem nie pozwala zasnąc. Mysli ulatniaja sie cicho, jak gaz zatruwajac niepostrzeżenie powietrze... Glenn Miller, jakby cos przeczuwajac nuci mi piesn o tym jak o mnie marzy i sni...powietrze jest gęste, dzwiek zadymiony szumem wiatrakow komputera... gdzies daleko mrugaja gwiazdy nadziei na jutro...jazz mnie znudził... przez palce przecieka mi czas nieublaganie zmieniajac sie z teraz w przedtem... a gdzie ja w tej przepychance tych gosci ? Nie widze siebie ani w tej chwili ani wczoraj, utknalem na peronie 1/2.
Ten wieczór wymaga odemnie otępienia... otępiały znaczy szczesliwy, jak te rozesmiane twarze mlodziencow w strojach dresowych.
Zamknalem oczy na chwile... bujam sie w fotelu... chyba w rytm uderzen serca... wracam... wracam... bach bach... monitor mnie razi w oczy... cos zniknelo...cos sie pojawilo...razenie w oczy... czy to juz czas ? Czas na grzech, czas na sen.

Brak komentarzy: