środa, 28 września 2011

(nie)swój sen, ze mną.

mieszkałąm w oazie na pustyni
zaczynała sie buzrz piaskowa i ja zamiast sie schowac poczułam ze musze wejsc w trabe powietrzna , paskowa która sie zblizała
wiedzialm ze ryzykuje zyciem
ale to było bardzo silne
ostrzegal mnie przed tym moj przyjaciel ,ktory tam był, nie był człowiekiem ale jakby duchem, bytem
wiec weszłam w to cos i zupełnie sie podałam sile wru az zaczelam sieunoscic nad tym i ztej wysokosci zobaczyłam ciebie w samym srodku tego wiru, z wyschnietym ustami, wycieczonego i bezradnego, walczyłes z siła żywiołu
zdecydowalam zleciec do ciebi i ci z tamtad wyciagnac
nie było to proste, nie ze wzgledu na zywioł ale ciebi
bo zaczales walczyc ze mna
waliłes piesciami na oslee
zadawales m rany a ja wciaz cie prosiłam zebys przestał walczyc tylko sie poddałał
i w koncu padłes wyczerpany i wziełam cie na rece i wyleciałąm z tego tornado
i przylecielismy do oazy gdzie mieszakłam
moj przyjaciej duch mowil ze nie maoge tego robic bo to wbrew prawu
ale ja czułam ze musze
połozyłam cie w wodzie i zaczełam oblewac woda
zaczales wracac do przytomnosci
zapytalaes mnie czy zyjesz czy umarłes
ja powiedzialam ze zyjesz ale tak jak bys umarł
bo jestes w miejscu gdzie nie powinienes przebywac
potem wnisłam cie do namiotu i połozyłam na stole.połozyłam rece na twoim sercu i otworzyłam twoje ciałą
ciało
zaczełam jakby operacje na zywym sercu
wyciągałam z rózne rzeczy, mnóstwo
ludzi, emocje, sytuacje, kolory
głosy
czasem było to niezbyt przyjemne
ty calyczas patrzyłes na mnie i mowiłes ja w to nie wierze
a ja mówiłam to nie ma znaczenia czy wierzysz czy nie bo to i tak sie dzieje
potem otworzylam twoje podbrzusze i nagle wpadłam do jakiejs cemnej przepaści
kiedy znalazłam sie na dole zaczełam wzniecac ogien, bo było bardzo ciemno
i zimno
zaczełam sie trzaśc z zimna
zzblizałay sie do mnie jakies ciemne postacie, czułam je za moimi plecami
w koncu udalo mi sie wzniecic ogien i te postacie rozpusiciły sie w tym ogniu
podeszla do mnie kjaks kobieta ubran na czerwono
i powiedzial ze nie mam prawa tu byc bo ona tu mieszka i ona ma nad tym miejscem pełna kontrole
i nie pozwala tu wejsc nikomu
zaczela gosic ogien
a ja ja powstrzymywałąm
wtedy wyciągnela sztylet i próbowala mnie zabic
broniac sie wrzucialm ja w ogien
i kiedy zaczela płonac miejsce sie rozjasnilo , jakby wzchodzilao słaonce i zobaczyłam mnostwo kwiatów wokó a w srodku stał kaktus
kaktus zacza do mnie mowic
zrob cos zanim nie bedzie za pozno
zapytałam co mam zrobic
a on na to ty wiesz cozrobic
a ja mu na to nie moge robic niczego wbrew jego woli czyli ciebie
nie moge niczego zrobic za niego
a kaktus na to
wiem ale mozesz pomoc uaktywnic
a reszta zadzieje sie sama
i w tym momencie znalazlam sie znowu w oazie przy stole , trzymajc rece w twoim podbrzuszu, w srodku, po moich rekach spływala krew
duzoa krwi
ta krew zaczela wypelniac caly namiot i wylewac sie na zewnatrz
potem druga reke przelozyłam do twojego serca i nagle krew przestal plynąc
wyniosłam cie znowu do wody
i delikatnie obmywałam twoje cialo woda
i rany zaczeły sie zablizniac
potem powiedzialam i byłam zadziwiona co powiedzialam
musze cie teraz pocalowac ale nie boj sie to dla twojego dobra
wiec pocalaowałam cie i z moich ust do twoich zacza wyrastac bialay kwiat i białe śwaitło obiegło razem ze mna całe twoje ciałąo
ciało
ha
i zaczeło to swiatło wypryskiwac z twojego i mojego ciala na zwnatrz
jak fontanna
ja znowu zaczełam sie bardzo trząść i ty także
wtedy moj przyjaciel duch powiedzial on nie moze tu juz dłuzej przebywac
musi wrócic
tam skad przyszedl
a ja mu odpowiedziałam teraz juz tka , trazmoze.teraz juz wszystko jest dobrze
w koncu stanelismy na przeiwko siebie i patrzylismy sobie w oczy
wzielismy sie za rece i nagle zależlizmy sie nad przepascia, w dole było morze
powiedzialam ze muzimy teraz skoczyc
musimy
a ty mi powiedziales ze nie mozesz tak ryzykowac
a ja powiedzialam ze jesli nie zaryzykujesz i nie skoczysz umrzesz
powiedzialam do ciebie prosze zaufaj mi
ryzykowalam dla ciebie zycie
nie takie jakie rozumiecie tu na ziemi
wiec zaufaj mi
skacz
w tym momencie sie na mnie rzuciles
prowokujac mnie zebym cie popchnela
powiedzialam ze musisz podjac sam ta decyzje,
pocalowalaes mnie i skoczyles i sie obudzialam
takiego snu nie mialam juz bardzo dlugo
caly dzien w pewnym sensie w nim jestem

Brak komentarzy: