
w takie wieczory jak dziś drżą mi dłonie, gdy patrzę w górę. Tam nic co robie nie jest ważne, ja sam też jestem chwilowym tchnieniem kosmosu. Drżą mi ręce od zaciskania pięści. Trzymam w nich pył, piach... sprawy, które na co dzień zwykłem uważać za istotne. W taki wieczór jak dziś, z głową w niebie, gotów jestem to wszystko puścić i stopić się z czernią. Każda malenka kropka to gwiazda, cały organizm... jakże kosmos jest wielki... jakże ja jestem mały. I uśwadamiam sobie, jak bardzo brakuje mi nieba nocą, jak rzadko patrze w te drżące jak moje dłonie migotliwe punkty... dlaczego wiem o nich tak mało...kilka domysłów... coś o narodzinach gwiazdy...coś o śmierci... coś o strukturze... ale tak naprawde nie wiem nic... a może stamtąd pochodzę? Skąd miałbym widzieć ? Może ta tęsknota coś znaczy ?
Bawię się takimi myślami jak kapslem na piasku... mam szczęście- trawnik pełen kup - w żadną nie wszedłem zadzierając brodę nieustannie ku górze.
Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy........
wróciłem... i czuje się pusty... bez tej trwogi, ochoty by walczyć i zdobywać... pozostaje tylko ten szum ... i ochota by istnieć w pełni.
1 komentarz:
szczęściarz, żeby nie wejść kurna w kupę przy takiej ilości!
Prześlij komentarz