poniedziałek, 27 lipca 2009

religia

dziś potwierdziło się, że religia degeneruje ludziom umysły.
Poznałem ją niedawno mimo iż od początku wiedziałem, że jest Katolikiem, machnąłem na to ręką, pomyślałem, że po raz pierwszy w życiu spróbuję być pokorny, spróbuję nie narzucać się i spróbuję więcej dawać. Po spotkaniu uwierdziłem się, że warto było trochę spokornieć... mieliśmy tysiąc tematów, śmialiśmy się z tych samych rzeczy. Czułem.

Dziś zapytała mnie w co wierzę. Odpowiedziałem prawdę, że w nic nie wierzę, bo jestem poszukiwaczem prawdy a Ci stronią od wiary w cokolwiek, że zmieniam się wciąż i że mam za sobą bogatą drogę usianą przeróżnymi egzotycznymi ścieżkami tzw. "rozwoju duchowego" włącznie z psychodelikami i okultyzmem. Powiedziałem, że zmęczyły mnie owe ścieżki i że już nie ma we mnie potrzeby odnoszenia się do jakiejkolwiek jiż nigdy wiecej, że rozpocząłem swoją samotną wędrówkę. Opowiedziałem hisoryjkę z młodości jak to się stało, że odszedlem od kościoła. Zapytała czy jest szansa, że kiedykolwiek wrócę do Kościoła katolickiego ? Odparłem, że nie ma takiej możliwości. Podziękowała za szczerość i dała do zrozumienia, że nie spełniam podstawowego wymogu bliskiego dla niej człowieka. Zrobiło mi się smutno - wcale nie z powodu tej sytuacji, była przegrana od chwili gdy ją podniosłem - ale ponieważ to traszne co religia robi z ludzmi... co wiara robi z nami. Czy to wiara w jezusa, w zasady ekologii, wegetarianizmu czy prawdy nt. 9/11 zaślepia to obraz i przestaję się widzieć ludzi - to czym są w swej najgłębszej istocie. To naprawdę smutne i nie można nic na to poradzić - odchodzisz od takiego człowieka z pełnym zrozumieniem jego sytuacji, wiesz co on czuje, wiesz jak to bylo, przeciez nie od razu udalo Ci się uwolnić z tego więzienia...
odparłem jej... że właśnie dlatego odszedłem od wszelkiej wiary - gdyż dzieli ludzi. Nie odpowiedziała nic. Chyba dlatego, że fakty znacznie łatwiej przemilczeć.

Brak komentarzy: