dziś potwierdziło się, że religia degeneruje ludziom umysły.
Poznałem ją niedawno mimo iż od początku wiedziałem, że jest Katolikiem, machnąłem na to ręką, pomyślałem, że po raz pierwszy w życiu spróbuję być pokorny, spróbuję nie narzucać się i spróbuję więcej dawać. Po spotkaniu uwierdziłem się, że warto było trochę spokornieć... mieliśmy tysiąc tematów, śmialiśmy się z tych samych rzeczy. Czułem.
Dziś zapytała mnie w co wierzę. Odpowiedziałem prawdę, że w nic nie wierzę, bo jestem poszukiwaczem prawdy a Ci stronią od wiary w cokolwiek, że zmieniam się wciąż i że mam za sobą bogatą drogę usianą przeróżnymi egzotycznymi ścieżkami tzw. "rozwoju duchowego" włącznie z psychodelikami i okultyzmem. Powiedziałem, że zmęczyły mnie owe ścieżki i że już nie ma we mnie potrzeby odnoszenia się do jakiejkolwiek jiż nigdy wiecej, że rozpocząłem swoją samotną wędrówkę. Opowiedziałem hisoryjkę z młodości jak to się stało, że odszedlem od kościoła. Zapytała czy jest szansa, że kiedykolwiek wrócę do Kościoła katolickiego ? Odparłem, że nie ma takiej możliwości. Podziękowała za szczerość i dała do zrozumienia, że nie spełniam podstawowego wymogu bliskiego dla niej człowieka. Zrobiło mi się smutno - wcale nie z powodu tej sytuacji, była przegrana od chwili gdy ją podniosłem - ale ponieważ to traszne co religia robi z ludzmi... co wiara robi z nami. Czy to wiara w jezusa, w zasady ekologii, wegetarianizmu czy prawdy nt. 9/11 zaślepia to obraz i przestaję się widzieć ludzi - to czym są w swej najgłębszej istocie. To naprawdę smutne i nie można nic na to poradzić - odchodzisz od takiego człowieka z pełnym zrozumieniem jego sytuacji, wiesz co on czuje, wiesz jak to bylo, przeciez nie od razu udalo Ci się uwolnić z tego więzienia...
odparłem jej... że właśnie dlatego odszedłem od wszelkiej wiary - gdyż dzieli ludzi. Nie odpowiedziała nic. Chyba dlatego, że fakty znacznie łatwiej przemilczeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz