Wyszedłem wczoraj z domu koło 9.30. Moja matka wyszła około 9.00, oznajmiając mi, że będzie wracać za kilka godzin i być może będzie mogła mnie zabrać spowrotem... nie odpowiedziałem nic... a informacje zignorowałem, gdyż nie zależało mi na podwózce w obrębie Zgierza. Pojechałem zatem na ulice Narutowicz i dokonałem pomiarów. Ok. 12.30 poczułem, że jest mi gorąco, jestem głodny, zmęczony i w ogóle jak na niedziele to i tak już za dużo pracowałem, zabrałem swoje zabawki i skierowałem się w stronę przystanku. Dreptałem starą ulicą z kocich łbów... przystanek znajdował się jakies 300 metrów za rogiem. Dochodząc do skrzyżowania przypomniałem sobie informację, którą puściła do mnie mama... że będzie wracać za kilka godzin... ustawiłem zatem percepcję na wypatrywanie niebieskiego opla corsa z matką za sterami. Doszedłem do skrzyżowania, zmieniłem kierunek marszu... nagle 70 m przedemną wyjeżdza z bocznej ulicy niebieski opel corsa... zastrzygłem uszami i oczami, z tej odległości jeszcze nie mogłem wypatrzeć kierowcy... stanąłem zatem przy krawężniku i bacznie obserwuje...myśląc "jak to moja matka to to jest zajebisty Matrix!"...
Za sterami Opla była moja matka...
pomachałem łapą, zarzymała się...wsiadłem i pojechaliśmy prosto do domu.
Zaszła tu synchronizacja co do kilku sekund - gdybym wyszedł z budowy 30 sekund później, samochód minąłby przecznice z której wyszedłem.
Nic by wtym niesamowitego nie było - gdybym świadomie nie czekał na nią i nie śmiał się w duchu z tego że jest jest jednak cholernie duże prawdopodobieństwo ze zajdzie synchronicznosc !! No i ta logiczna ciągłość wydarzeń... rzeczywistość uporządkowała się w nadprzestrzeni - bez żadnego wysiłku z mojej czy matki strony.
Cholernie ciekawa obserwacja.
1 komentarz:
"bez żadnego wysiłku" - bez żadnej próby manipulacji rzeczywistością.
cholernie ciekawa obserwacja, indeed ;-)
Prześlij komentarz