o byciu poza kontekstem chciałbym słów kilka, gdyż dane mi jest od jakiegoś czasu maszerować po krawężnikach, ześlizgując się regularnie na trawnik... przebywając na trawniku, siedząc tam i robiąc swoje.
Otóż, będąc na trawniku można wybierać naprawdę różne drogi, mogę iść wolniej, mogę iść znacznie szybciej niż sprasowane sardynki na chodniku... mogę się zatrzymać... Czy mogę ? Tego cholibka nie jestem pewien.
Ludzie różnie reagują na przybysza z trawnika, od radości po irytację. Bycie na trawniku z jednej strony jest przyjemne i poznaję się tam innych wędrowników krawężnikowych, ale z drugiej odczuwa się tę pustke za plecami, z przodu, z boków... nie ma ludzi... a jak upadnę ? Możliwe, że trawa wybaczy upadek bardziej wyrozumiale niż chodnik, wierzę...bo upadki wpisane są w naturę przekraczania granicy krawężnika. Pewne jest, że kończą się tutaj proste odpowiedzi, odprężająca rutyna, i rozluźniająca dwukierunkowość jaką daje podróżowanie chodnikiem.
Wierzę, że zadomowię się na trawniku... a zadomowić się znaczy zbudować dom, a zbudować dom znaczy mieć (duchową) rodzinę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz