wtorek, 20 maja 2008

dyrdymałów sto


pamiętam, że gdy zdałem maturę, kiedy wiedziałem już, że dostałem się na studia - był krótki okres tak piękny i lekki w swej istocie, że chyba zapamietam to odczucie na zawsze. Zamknął się wtedy bezpowrotnie pewien etap ... pozakańczałem wszystkie sprawy...i czekałem na to co nastąpi. Nic nie mogłem przyśpieszyć nic zwolnić... nalezało tylko czekać i cieszyć się... można było w pełny doznać zwykłej chwili...siedzenia na inchalacji ;-) tak to właśnie wtedy... podłączony do inhalatorka, z nózką na nóżce, kontemplowałem miasto przez okno... coś wyjątkowego.

Kilka dni temu byłem deszczową porą w lesie... gdy widzę ze zbiera sie na deszcz... chwytam parasol i ide tam skąd wszyscy uciekają. Las pustoszeje, deszcz jest jakby barierą nie do przebycia dla ludzi... deszcz jest zły przecież... znakomicie. Będąc pośrodku "puszczy" wiem, że jestem tam sam...że obcuję jedynie z ptakami i drzewami. Pląsające tu i ówdzie krople szumią kojąc nerwy i stres i bajają o czasach dawnych...tak podobnych w tym lesie do obecnych. W lesie przecież nie ma postępu, dążenia, rywalizacji, celów... jest za to misja ... zawierająca się w istocie życia - każda istota jest sobą i czyni to w czym jest najlepsza. Drzewa stoją uparcie kołysząc się na wietrze... czasem któremuś się upadnie. Ptaki latają, owady brzęczą.. sarny biegają ciekawsko...nic tu się nie zmieniło od wieków... czas ma tutaj inny wymiar...nie liczą się sekundy, minuty, godziny..czy nawet dnie.
Wróciwszy do domu, zorientowałem się że przez wielość dziur które ostatnimi czasy namnożyły się w moich butach dostały się spore ilości wody... przyznam, że polubiłem to uczucie ;-) stanowi to bezprzecznie formę bezpośredniego kontaktu z otoczeniem.
Zmierzam do tego, ze na ramieniu na gapę jechała sobie na mnie maluśka gąsiennica... baaardzo śmieszna, taka bajkowa, tradycyjna...bo jak chodziła to zginała się w pół podciągała tyłek i odpychała od siebie cała przednią część ciała...zielona..z czterema parami nóżek... dwie z przodu dwie z tyłu. Wziąłem gąsienniczkę na dłoń i począłem się jej bacznie przyglądać...zupełnie mnie to wciagneło na dobre 15 min. Bardzo cwane stworzenie. Gdy dmuchałem na nie, zastygała nieruchomo trzymając się wszystkimi dostępnymi odnóżami...przeczuwając, że wiatr przecież może ją łatwo strącić z liścia...krzyżując jej plany dojścia do.... no własnie dokąd?
Dokąd ta gąsienniczka może iść ? Bezdyskusyjnie idzie wciąż... wciąż podnosi swoją główkę by chwycić nowego patyczka...by dotrzeć gdzieś... ale coż takie malutkie stworzenie może począć wobec sił natury które targają nim na wszystkie strony świata.
My ludzie mamy ogromną iluzję nt celowości własnych poczynań...każdy z nas łudzi się, że wie dokąd zmierza...mamy ogromną wiarę we własne siły które zdolne okiełznywać naturę. Im moja znajomość z gąsienniczką postepowała do przodu..tym bardziej czułem się jej współbratem w życiowej wędrówce. Pojawiłem się tu ... odzyskałem samoświadomość...i od tamtej pory łapię się róznych gałązek...a to w prawo .. a to w lewo... to mnie coś zdmuchnie z drzewa...to uczę się kurczyć jak wieje i nie stawiać oporów... wciąż mam jakieś cele i marzenia... ale niezdolnym jestem gdziekolwiek dojść ostatecznie...i cokolwiek osiągnąć ostatecznego... niczym gąsiennica... kiedyś los mnie zdepcze... i wszystko co będzie moje w tejże chwili..to pamięć o doświadczaniu życia... o tym jak to jest gdy wiatr wieje i czuć jego chłód na twarzy, jak odczuwa się deszcz... jak smakuje jabłko... czy poczucie współradości z innym człowiekiem. Wszystko tak ulotne.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

swieeetne porownanie z ta gasienica. klasyka eseistyki mozna by rzec :-) jak chodzi o mnie to studiuje prawo i chyba sie w tym odnajduje :-) moze to zadziwiajace ale to bardzo kreatywna dziedzina, choc na pierwszy rzut oka wyglada sztywno.

a i czepiam sie wielu spraw dookoła i tak sobie dryfuje. zycie studenta po prostu :-) teraz bylem na
metallice wlasnie i az mi sie lata mlodosci przypomniały. a breaka tanczyles kiedy zaczyales pisac bloga, heh tu juz 6 lat temu bylo? nie mozliwe. pozdrawiam

hume

Anonimowy pisze...

brak mi słów;)