Nie wiem jeszcze co napiszę. Ale coś chce się wydostac..ujawnić...przez to, może i uporządkować.
Dobiega końca moja sesja egzaminacyjna. Rekordowa liczba przedmiotów na terminy poprawkowe... jednak niczego nie żałuję - dostałem nauczkę... trochę sobie przemyślałem o życiu, twórczości, powiązaniu obu razem etc.
Podsumowując ostatni czas. Dużo się stało. Może zbyt wiele. Pierwsze skrzypki, zupełnie nieświadomie zaczęła grać moja ambicja... jak zwykle... strup z przeszłości. Po prostu tak już jest, że jeśli jakiś człowiek przejawia jakąś wzmożoną aktywność, lub przesadnie coś podkreśla... zwykle jest to efektem jego przeszłych doświadczeń. Grunt, że to wszystko sobie potrafiłem uzmysłowić i już z tego bagienka prawie wylazłem. Im bardziej wracam do wewnętrznej harmonii tym od nowa wszystko zaczyna mi się układać. Kluczem jak widać jest spokój, wytrwałość i skromność.
Często o tym zapominam, że życie to przecież tylko sposobność do robienia czego się chce, okazja do zabawy i tworzenia tworzenia tworzenia... nie ma po co się śpieszyć, rywalizować... po cóż to. Życie zmierza ku śmierci, krótkotrwałość wpisana jest w jego naturę... zmienność i nieobliczalność... Słusznie mówi OSHO, że to co się liczy to jedynie umiejętność bycia szczęśliwym zawsze i bezwarunkowo. Do tego potrzeba odrobinę świadomości transcendentalnej, widzącej jakby całą tą arenę z odległego punktu. Próbuję sobie to wyobrazić, uzmysłowić... a widzę to w takim obrazie....
... gry komputerowe. Już niedługo pojawią się interfejsy pozwalające ja sprzężenie wszystkich zmysłów do świata gry komputerowej. Jaka jest geneza tak dynamicznego rozwoju gier ? Hmm... zdaje mi się, że poszukiwanie wyzwolenia... bycia od tak... bez przemusu robienia czegoś. Interesująca jest świadomość gracza... początkowo nie przejmuje się wcale (nie)powodzeniami swojego alter-ego w grze...bo to po prostu gra... częstokroć gry są polem na którym próbuje się robić to wszystko co tłumi się w życiu realnym... sam po sobie wiem ileż skrywanych namiętności we mnie drzemie... większość z nich jest niepoprawna moralnie.
Gra komputerowa pozwala na zabawę w życiu... ot tak, bez konsekwencji. Jeżeli przegrasz, ktoś Cię zabije... możesz zacząc gre od początku. Jakie ma znaczenie czego dokona komputerowy bohater w takiej grze... powiedzmy, że zbuduje tysiąc domów z gliny w grze the sims... jakie to ma znaczenie ? Dla świata... żadne... mogą o być super ekologiczne domy, które uratują świat simsów przed zagładą...ale jakie to ma znaczenie ? Cały sens zawiera się w przyjemności gracza, który siedzi przed komputerem... w jego chęci tworzenia i przyjemności jaką z tego ma...
Prawdziwe życie to ścisła analogia do simsów. Żyjemy w wirtualnych światach wykreowanych przez sieci neuronowe, pośród impulsów elektrycznych na złączach synaps... podłączeni interfacem ciała do bodźców i doświadczeń. Życie to gra... życie to nic ważnego, to okazja do zabawy i bycia sobą..do twórczego porywu...do robienia tego co się chce. To jest taka piękna myśl... a tak trudno ją utrzymać w umyśle na stałe, by jej emanacją manifestowała się w każdym czynie.
Na łonie natury dużo prościej uwierzyć, że świat służy do samoekspresji, jest zabawką w rękach bogów...którzy wcielają się w materię z czystej fanaberii. Być może jesteśmy bogami bawiącymi się w simsów... podoba mi się ta myśl. Czuję, że dużo w niej skrytego prawdopodobieństwa. Przecież...i tak umrzemy... jak nic, to jest pewne. Umrę. Obrócę się w proch, tak ? Więc moje życie materialnie nie ma sensu... jedyny logiczny wniosek... nie ma sensu
zbieranie dóbr materialnych, pieniędzy, sławy... wszystko co istotne zawiera się w doświadczeniu, które będzie ostatnim obrazem konającego.
Zawsze fascynowała mnie świadomość człowieka który umiera. O czym myśli ? Co czuje ? Co mógłby powiedzieć tym którzy żyją. Myślę, że to co mówi umierający człowiek powinno się zapamiętać...bo jedynie z jego perspektywy można celnie określić na czym polega sens życia.
Potrafię sobie to wyobrazić...potrafię zasymulować w sobie odczucie że wszystko za mną... odczuwam wtedy ulgę...i śmierć mi miła...ale nie pragnę jej.. po prostu akceptuję kolej rzeczy... nauczyłem się kochać życie i zrozumiałem jego smak... myślę, że z taką świadomością każdy powinnien zaczynać a nie kończyć swój żywot...
to moje wyobrażenie... muszę po nie sięgać na wysoką półkę... głęboką półkę...i czytać na głos..bo wzbudzić zrozumienie... jak tu zrobić by nosić te odczucia na czole ?
Doświadczanie szczęścia.
Nie pomylić z niczym innym. Nie pomylić zwłaszcza, z ideą DROGI. Szcześcia nie można osiągnąć poprzez coś tam... to jest stan umysłu... świadomość własnie tego.. PO CO ?... hehe a po nic... ot tak dla frajdy.... sztuka.
Boska sztuka. o tak. gdybym był wszechmogący o wielkiej inteligencji... chciałbym się bawić... z pewnością zrobiłbym coś by to uczynić. Tak mi się podoba ta myśl, że jesteśmy ziemskimi emanacjami boga który bawi się w życie ;-) Ale po co ? Po nic :-D Taka konwencja taki zamysł.
Alez piękna myśl. Mam ciarki od karku po rowek ;-)
Ależ po co to wszystko ? Po nic ! Chodzi o zabawę.
Ok... czyli wyluskałem sedno sprawy. CZyli teraz nalezy powiedzieć, że wszystko co zabawą i wolną twórczością nie jest... nie jest zgodne z ideą tej gry. Co jest struktura, którą można ocenić ? Myśli ? Hmm... nie sądze... Jako bliźniak moge powiedzieć, że żyje we mnie conajmniej 4 osobowości o odmiennych myślach na różne tematy... zatem myśli mnie nie określą... Odczucia... bliżej.. nie można czuć się przecież szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie... emocje są binarne.. są proste... albo jesteś zadowolony albo nie. Pośredni stan ? Zapomnij... wsłuchaj się... jeśli nie czujesz zadowolenia...to jesteś nieszczęśliwy... tylko załuszasz siebie... Pawle. Racja. Ok... Doszliśmy do consensusu ;D Ah Pawciu pawciu...
Sumienie.
Dziwna rzecz. Cemantarzysko ideologicznych śmieci. Jak tak czasami wertuje swój umysł w tych rejonach to znajduję naprawdę różne ciekawe kwiatki.. najczęściej chrześcijańskie archaizmy które wpakowano mi do łba jeszcze za szkolnej indoktrynacji religijnej. Sumienie należy oczyścić. Ten policjant... moralność... to rzecz naprawdę sztuczna... stworzona na potrzeby funkcjonowania wielkich skupisk ludzkich... coś jak niepisane prawo...program komputerowy określający normy pewnych zachowań. Moralność w tym rozumieniu nie chce szczęścia jednostki. Należy moralność oczyścić...i zaufać odczuciom. Jesli zatem coś jest niemoralne ale sprawa ze jestes szczesliwy... rób to. W tym momencie ratuje jednostkę... a zapominam o społeczności. huh.. zależy od dnia widzę.. czasami wolę społęczność.
Ale co mi ze społeczności...póki co nic... nie dane mi było poznać zalet życia w grupie. Ale jestem przekonany, że zdrowa społeczność wyrasta z niezaleznych jednostek które społeczność chcą stworzyć na zasadzie wybryku i zwyklej chęci... a nie potrzeby. Powiązanie ludzi wzajemnymi potrzebami to klucz to nienawiści...
Więć i grzechów nie ma. Nie trzeba prosić o przebaczenie. A co jeśli czuję się winny ? Nie ufam temu. winność to jakaś skorupa która pokrywa prawdziwą informację. Poczucie winy kamufluje informacje o tym ze cos sie spaprało... trzeba naprawic i po klopotach... cala psychika się porzadkuje automatycznie bez ingerencji sił boskich.
Doswiadczenie. Pelna gama doswiadczen. Piekne i swietliste...ale i mroczne i ponure... Z polaczeni tcyh pierwiastkow wyrasta dusza ludzka... kazda sztuczna, niezmienna, narzuoca sobie moralnosc umniejsza jeden pierwiastek a gloryfikuje drugi... nie mozna w takim systemie odszukac prawdy... zdjąć zatem te wszystkie okulary i filtry... ile jeszcze mam ich na nosie... chce wreszcie zobaczyc swiat takim jakim on jest naprawdę.
To chya tyle. Pomogła mi bardzo ta autorozmowa. Podziękować samemu sobie mogę. Osho ma pewnie rację, że w człowieku już wszystko zawarte jest. Wszystkie pytania i odpowiedzi... a zakodowane jest to w emocjach.
Bądz szczesliwy zatem Pawle..i rob to co kochasz... nie patrz na innych... zyj swoim zyciem... nikt inny nie zobaczy tego filmu gdy przyjdzie smierc... zyj tak, zebys byl pewien, ze miales duzo okazji by sie cieszyc ;-)
Kupię zatem tę gitarę ;-)
Strumień świadomości. - zamknięty.
Dobiega końca moja sesja egzaminacyjna. Rekordowa liczba przedmiotów na terminy poprawkowe... jednak niczego nie żałuję - dostałem nauczkę... trochę sobie przemyślałem o życiu, twórczości, powiązaniu obu razem etc.
Podsumowując ostatni czas. Dużo się stało. Może zbyt wiele. Pierwsze skrzypki, zupełnie nieświadomie zaczęła grać moja ambicja... jak zwykle... strup z przeszłości. Po prostu tak już jest, że jeśli jakiś człowiek przejawia jakąś wzmożoną aktywność, lub przesadnie coś podkreśla... zwykle jest to efektem jego przeszłych doświadczeń. Grunt, że to wszystko sobie potrafiłem uzmysłowić i już z tego bagienka prawie wylazłem. Im bardziej wracam do wewnętrznej harmonii tym od nowa wszystko zaczyna mi się układać. Kluczem jak widać jest spokój, wytrwałość i skromność.
Często o tym zapominam, że życie to przecież tylko sposobność do robienia czego się chce, okazja do zabawy i tworzenia tworzenia tworzenia... nie ma po co się śpieszyć, rywalizować... po cóż to. Życie zmierza ku śmierci, krótkotrwałość wpisana jest w jego naturę... zmienność i nieobliczalność... Słusznie mówi OSHO, że to co się liczy to jedynie umiejętność bycia szczęśliwym zawsze i bezwarunkowo. Do tego potrzeba odrobinę świadomości transcendentalnej, widzącej jakby całą tą arenę z odległego punktu. Próbuję sobie to wyobrazić, uzmysłowić... a widzę to w takim obrazie....
... gry komputerowe. Już niedługo pojawią się interfejsy pozwalające ja sprzężenie wszystkich zmysłów do świata gry komputerowej. Jaka jest geneza tak dynamicznego rozwoju gier ? Hmm... zdaje mi się, że poszukiwanie wyzwolenia... bycia od tak... bez przemusu robienia czegoś. Interesująca jest świadomość gracza... początkowo nie przejmuje się wcale (nie)powodzeniami swojego alter-ego w grze...bo to po prostu gra... częstokroć gry są polem na którym próbuje się robić to wszystko co tłumi się w życiu realnym... sam po sobie wiem ileż skrywanych namiętności we mnie drzemie... większość z nich jest niepoprawna moralnie.
Gra komputerowa pozwala na zabawę w życiu... ot tak, bez konsekwencji. Jeżeli przegrasz, ktoś Cię zabije... możesz zacząc gre od początku. Jakie ma znaczenie czego dokona komputerowy bohater w takiej grze... powiedzmy, że zbuduje tysiąc domów z gliny w grze the sims... jakie to ma znaczenie ? Dla świata... żadne... mogą o być super ekologiczne domy, które uratują świat simsów przed zagładą...ale jakie to ma znaczenie ? Cały sens zawiera się w przyjemności gracza, który siedzi przed komputerem... w jego chęci tworzenia i przyjemności jaką z tego ma...
Prawdziwe życie to ścisła analogia do simsów. Żyjemy w wirtualnych światach wykreowanych przez sieci neuronowe, pośród impulsów elektrycznych na złączach synaps... podłączeni interfacem ciała do bodźców i doświadczeń. Życie to gra... życie to nic ważnego, to okazja do zabawy i bycia sobą..do twórczego porywu...do robienia tego co się chce. To jest taka piękna myśl... a tak trudno ją utrzymać w umyśle na stałe, by jej emanacją manifestowała się w każdym czynie.
Na łonie natury dużo prościej uwierzyć, że świat służy do samoekspresji, jest zabawką w rękach bogów...którzy wcielają się w materię z czystej fanaberii. Być może jesteśmy bogami bawiącymi się w simsów... podoba mi się ta myśl. Czuję, że dużo w niej skrytego prawdopodobieństwa. Przecież...i tak umrzemy... jak nic, to jest pewne. Umrę. Obrócę się w proch, tak ? Więc moje życie materialnie nie ma sensu... jedyny logiczny wniosek... nie ma sensu
zbieranie dóbr materialnych, pieniędzy, sławy... wszystko co istotne zawiera się w doświadczeniu, które będzie ostatnim obrazem konającego.
Zawsze fascynowała mnie świadomość człowieka który umiera. O czym myśli ? Co czuje ? Co mógłby powiedzieć tym którzy żyją. Myślę, że to co mówi umierający człowiek powinno się zapamiętać...bo jedynie z jego perspektywy można celnie określić na czym polega sens życia.
Potrafię sobie to wyobrazić...potrafię zasymulować w sobie odczucie że wszystko za mną... odczuwam wtedy ulgę...i śmierć mi miła...ale nie pragnę jej.. po prostu akceptuję kolej rzeczy... nauczyłem się kochać życie i zrozumiałem jego smak... myślę, że z taką świadomością każdy powinnien zaczynać a nie kończyć swój żywot...
to moje wyobrażenie... muszę po nie sięgać na wysoką półkę... głęboką półkę...i czytać na głos..bo wzbudzić zrozumienie... jak tu zrobić by nosić te odczucia na czole ?
Doświadczanie szczęścia.
Nie pomylić z niczym innym. Nie pomylić zwłaszcza, z ideą DROGI. Szcześcia nie można osiągnąć poprzez coś tam... to jest stan umysłu... świadomość własnie tego.. PO CO ?... hehe a po nic... ot tak dla frajdy.... sztuka.
Boska sztuka. o tak. gdybym był wszechmogący o wielkiej inteligencji... chciałbym się bawić... z pewnością zrobiłbym coś by to uczynić. Tak mi się podoba ta myśl, że jesteśmy ziemskimi emanacjami boga który bawi się w życie ;-) Ale po co ? Po nic :-D Taka konwencja taki zamysł.
Alez piękna myśl. Mam ciarki od karku po rowek ;-)
Ależ po co to wszystko ? Po nic ! Chodzi o zabawę.
Ok... czyli wyluskałem sedno sprawy. CZyli teraz nalezy powiedzieć, że wszystko co zabawą i wolną twórczością nie jest... nie jest zgodne z ideą tej gry. Co jest struktura, którą można ocenić ? Myśli ? Hmm... nie sądze... Jako bliźniak moge powiedzieć, że żyje we mnie conajmniej 4 osobowości o odmiennych myślach na różne tematy... zatem myśli mnie nie określą... Odczucia... bliżej.. nie można czuć się przecież szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie... emocje są binarne.. są proste... albo jesteś zadowolony albo nie. Pośredni stan ? Zapomnij... wsłuchaj się... jeśli nie czujesz zadowolenia...to jesteś nieszczęśliwy... tylko załuszasz siebie... Pawle. Racja. Ok... Doszliśmy do consensusu ;D Ah Pawciu pawciu...
Sumienie.
Dziwna rzecz. Cemantarzysko ideologicznych śmieci. Jak tak czasami wertuje swój umysł w tych rejonach to znajduję naprawdę różne ciekawe kwiatki.. najczęściej chrześcijańskie archaizmy które wpakowano mi do łba jeszcze za szkolnej indoktrynacji religijnej. Sumienie należy oczyścić. Ten policjant... moralność... to rzecz naprawdę sztuczna... stworzona na potrzeby funkcjonowania wielkich skupisk ludzkich... coś jak niepisane prawo...program komputerowy określający normy pewnych zachowań. Moralność w tym rozumieniu nie chce szczęścia jednostki. Należy moralność oczyścić...i zaufać odczuciom. Jesli zatem coś jest niemoralne ale sprawa ze jestes szczesliwy... rób to. W tym momencie ratuje jednostkę... a zapominam o społeczności. huh.. zależy od dnia widzę.. czasami wolę społęczność.
Ale co mi ze społeczności...póki co nic... nie dane mi było poznać zalet życia w grupie. Ale jestem przekonany, że zdrowa społeczność wyrasta z niezaleznych jednostek które społeczność chcą stworzyć na zasadzie wybryku i zwyklej chęci... a nie potrzeby. Powiązanie ludzi wzajemnymi potrzebami to klucz to nienawiści...
Więć i grzechów nie ma. Nie trzeba prosić o przebaczenie. A co jeśli czuję się winny ? Nie ufam temu. winność to jakaś skorupa która pokrywa prawdziwą informację. Poczucie winy kamufluje informacje o tym ze cos sie spaprało... trzeba naprawic i po klopotach... cala psychika się porzadkuje automatycznie bez ingerencji sił boskich.
Doswiadczenie. Pelna gama doswiadczen. Piekne i swietliste...ale i mroczne i ponure... Z polaczeni tcyh pierwiastkow wyrasta dusza ludzka... kazda sztuczna, niezmienna, narzuoca sobie moralnosc umniejsza jeden pierwiastek a gloryfikuje drugi... nie mozna w takim systemie odszukac prawdy... zdjąć zatem te wszystkie okulary i filtry... ile jeszcze mam ich na nosie... chce wreszcie zobaczyc swiat takim jakim on jest naprawdę.
To chya tyle. Pomogła mi bardzo ta autorozmowa. Podziękować samemu sobie mogę. Osho ma pewnie rację, że w człowieku już wszystko zawarte jest. Wszystkie pytania i odpowiedzi... a zakodowane jest to w emocjach.
Bądz szczesliwy zatem Pawle..i rob to co kochasz... nie patrz na innych... zyj swoim zyciem... nikt inny nie zobaczy tego filmu gdy przyjdzie smierc... zyj tak, zebys byl pewien, ze miales duzo okazji by sie cieszyc ;-)
Kupię zatem tę gitarę ;-)
Strumień świadomości. - zamknięty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz