wtorek, 16 października 2007

Time is the essence of life.



I'm loosing it.
Od kilku tygodniu działam jak mała maszynka do pochłaniania informacji. Całkowicie się juz zagubiłem i zatraciłem. Chaos mnie ogarnął. Jakieś ogromne siły mnie porwały w ten tajfun nowych możliwości... tak nagle i wszystko na raz. Chwyciłem się tej okazji i trwam tak.. wierząc że starczy mi siły. Oddaje wszystko. Byc moze powinienem mowic ze inwestuje. Byc moze tak jest. Jestem bardzo zmeczony. Byc moze ze zawsze bylem leniem i niewiele robilem. Moje dnie sa wypelnione o 6 do 23 ... byc moze kiedys beda tego owoce... wiem ze nie mam juz dystansu do niczego czym sie zajmuje. Jestem nerwowy i drazliwy. Moj spokoj to wynik braku energii. Nie czas sie poddawac... to moja walka... z wlasna slaboscia... chociazby tylko dlatego warto to kontynuowac... ciekawe gdzie jest moj kres.


Z innej beki. Przyglądam się swoim myślom... jest cos we mnie co obserwuje mnie. Wlasciwie juz nie wiem z czym sie identyfikowac. Bo jesli obrzydzam sie na mysl co wlasnie pomyslalem... to czy mysl jest moja czy obrzydzenie jest moje ? Widze w sobie ogromne poklady próżności... mam zaburzenia osobowosci:>

Wiem ze mam jakas forme depresji. Lecze sie muzyką. Muzyka jest dla mnie obecnie jedyna forma obcowania ze swiatem ktory poswiecilem by kształtować swoją materialną przestrzeń - swiatem duszy. Jeszcze nie tak dawno całe moje wysilki intelektualno-swiadomosciowe pochlanialy rozmyslania i proby rozwoju umyslu i swiadomsoci... do czasu gdy zrozumialem ze na samych ideach nic w realnym swiecie zbudowac sie nie da... zmienilem front o 180 st. Przestalem snic... noc to dzis dla mnie przerwa w dostawie swiata. Codziennie w nocy kurczę się bardziej w tesknocie za czyms utraconym... z zimna pustki. Ale rano to wszystko z siebie strząsam jak rosę czy mgłę... wkładam buty i stawiam czoła kolejnemu dniu, ktory kolejnym malym kroczkiem ku realizacji marzeń i budowie własnej przestrzeni...wlasnego mikrokosmosu.

Tak ostatnio myslalem... ja chyba nie definiuję siebie jako architekt... nie interesuje mnie architektura sama w sobie. Mysle ze kontynuje jakies swoje genetycznie zapisane dzielo rozprzestrzeniania informacji. Zauwazylem ze budowanie jest dla mnie atrakcyjne tylko i wylacznie ze wzgledu na fakt ze mozna za jego posrednictwem oddzialywac na sposob zycia calych mas ludzi.Byc moze ten wplyw ma szanse byc duzo mocniejszym niz slowa. Nigdy zatem nie bede budowal budynkow wielorodzinnych czy wiezowcow... mysle ze skoncze jako specjalista od tych ekodomkow...i tylko tym przez cale zycie bede sie zajmowal. I chyba nic wiecej od zycia nie chce w tej materii.

Brakuje mi troche energii. Nie za bardzo mam pomysl skad ja wziac.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

no czesc kolezko, moze jakos moge pomoc? z checia podlecze cie:P