Blogu muszę się wygadać.
Jakże mnie łatwo wyprowadzić z równowagi. Niebywałe. Przecież jak wróciłem z wyprawy rowerowej po Suwalszczyźnie byłem niezmącony, zdolny gasić w sobie wszelkie wzburzenia... jak gasną one na jeziorze w bezwietrzny dzień. Dziś to się gotuje we mnie. Jakże wiele mam dziur w sobie.
Anastazja pisze o Przestrzeni Miłości... czy posiadam taką ? Gdyby taka byla pewnie nie mialbym watpliwosci. Zdecydowanie ogromna zasluga matki jest to ze w ogoole posiadam jakakolwiek przestrzen i mozliwosc rozwoju. Ojciec przeciez zapomnial o moim istnieniu. Wydaje mi sie wciaz ze to zaakceptowalem i mnie to nie rusza zupelnie... lecz zastanawia mnie ten nieustanny brak poczucia bezpieczenstwa i harmonii. Coraz wiecej swiadczy za tym ze noszę w sobie ogromną wyrwę emocjonalną, ktora nie pozwala mi sie rozwinac w pelni. Wiem to. Mimo wszystko nie robie sobie wielkich rzeczy z tej swiadomosci... pcham sprawu ku moim marzeniom... wierzac ze jestem w stanie je spelnic i odmienic swoj los.
Skad marzenia ? A to pewnie bunt. Buntuje sie przeciwko wszystkiemu co widze codziennie... budynkom, smutnym twarzom (którą sam czesto noszę), braku bezinteresownych uśmiechów obcych ludzi, interesownej miłości, ignorancji i bezsensu we wszystkim co system każe mi robić... świat ludzi nie ma sensu... buntuje się przeciwko cywilizacji, przeciwko wartościom które uznaje za najważniejsze... nie podoba mi się współczesna sztuka - nawet nie chce jej zgłębiać i poznawać... nie podoba mi się sposób w jaki nauka poznaje świat... nawet ruch ekologiczny we wspołczesności wydaję się być na pokaz... cywilizacja i system to rak ktory niszczy ludzi i naszą Ziemię.
tęsknie za baśniami, za spokojnym życiem, za harmonią z naturą, za powolną rozumną mozliwoscia przezywania, za przyjaznia z dzikimi zwierzetami, za byciem dzieckiem, za wspolnym wysilkiem, za poczuciem przywiazania do Ziemii, za obchodzeniem swiat ktore naprawde chce sie swietowac, za prawdziwym rozwojem czlowieczych potencjalow, za prawdziwa miloscia, za dreszczykiem emocji kazdego poranka, za pelnia zycia...
jakze moge tesknic za czyms czego najczesciej nie poznalem... byc moze gdzies we mnie gleboko zapisano te marzenia... i przysypano balaganem mysli... odkrywam te zapomniane skarby co dzien...i tylko one daja mi sile by uczestniczyc w tej grze... lecz ppowiadam... odejde w dniu w ktorym zgromadze dostatecznie duzo energii, sily, wiedzy by zapoczatkowac nowy sposob zycia... i spisze swoja wiedze tak by wszyscy mogli znac bledy ktore popelnilem. Przeciez wlasnie tu lezy sens rozwoju splecznosci... starzy przekazuja swoje dziedzictwo mlodym...swoj dorobek...a mlodzi obdarzaja ich za ta madrosc szacunkiem...... to takie absurdalne... ze moja babcia nie ma mi nic do przekazania.... ojciec nie pomogl mi w niczym....przeciwko temu sie buntuje.... chce zbudowac lepszy swiat - doslownie.
To przeciez brzmu smiesznie... jak mozna marzyc o czyms takim ? Tylko szalency maja takie mysli. Ale coz mi zosalo ? Tylko da jedna rzecz mnie motywuje by rano wstac.

Czasami wątpie w siebie... i mysle ze mam zle podejscie... ze miast sie buntowac powinienem szukac piekna w tym burdelu. Osmielam sie myslec ze robie wszystko by je odszukac i doswiadczac go mozliwie najdluzej..
Gdybym był STWÓRCĄ Ziemii, czułbym ogromną potrzebe działania i przemiany prawie wszystkiego... smieją sie ze mnie koledzy... ze chce wrocic do sredniowiecza... lecz przeciez, nie wracaja czasy przeszle... nigdy... tym razem powrot na lono natury przyniesie pelna swiadomosc... nie tylko symbioze... czlowiek stanie sie stróżem porządku i harmonii.
Pieprzony idealista.
Jakże mnie łatwo wyprowadzić z równowagi. Niebywałe. Przecież jak wróciłem z wyprawy rowerowej po Suwalszczyźnie byłem niezmącony, zdolny gasić w sobie wszelkie wzburzenia... jak gasną one na jeziorze w bezwietrzny dzień. Dziś to się gotuje we mnie. Jakże wiele mam dziur w sobie.
Anastazja pisze o Przestrzeni Miłości... czy posiadam taką ? Gdyby taka byla pewnie nie mialbym watpliwosci. Zdecydowanie ogromna zasluga matki jest to ze w ogoole posiadam jakakolwiek przestrzen i mozliwosc rozwoju. Ojciec przeciez zapomnial o moim istnieniu. Wydaje mi sie wciaz ze to zaakceptowalem i mnie to nie rusza zupelnie... lecz zastanawia mnie ten nieustanny brak poczucia bezpieczenstwa i harmonii. Coraz wiecej swiadczy za tym ze noszę w sobie ogromną wyrwę emocjonalną, ktora nie pozwala mi sie rozwinac w pelni. Wiem to. Mimo wszystko nie robie sobie wielkich rzeczy z tej swiadomosci... pcham sprawu ku moim marzeniom... wierzac ze jestem w stanie je spelnic i odmienic swoj los.
Skad marzenia ? A to pewnie bunt. Buntuje sie przeciwko wszystkiemu co widze codziennie... budynkom, smutnym twarzom (którą sam czesto noszę), braku bezinteresownych uśmiechów obcych ludzi, interesownej miłości, ignorancji i bezsensu we wszystkim co system każe mi robić... świat ludzi nie ma sensu... buntuje się przeciwko cywilizacji, przeciwko wartościom które uznaje za najważniejsze... nie podoba mi się współczesna sztuka - nawet nie chce jej zgłębiać i poznawać... nie podoba mi się sposób w jaki nauka poznaje świat... nawet ruch ekologiczny we wspołczesności wydaję się być na pokaz... cywilizacja i system to rak ktory niszczy ludzi i naszą Ziemię.
tęsknie za baśniami, za spokojnym życiem, za harmonią z naturą, za powolną rozumną mozliwoscia przezywania, za przyjaznia z dzikimi zwierzetami, za byciem dzieckiem, za wspolnym wysilkiem, za poczuciem przywiazania do Ziemii, za obchodzeniem swiat ktore naprawde chce sie swietowac, za prawdziwym rozwojem czlowieczych potencjalow, za prawdziwa miloscia, za dreszczykiem emocji kazdego poranka, za pelnia zycia...
jakze moge tesknic za czyms czego najczesciej nie poznalem... byc moze gdzies we mnie gleboko zapisano te marzenia... i przysypano balaganem mysli... odkrywam te zapomniane skarby co dzien...i tylko one daja mi sile by uczestniczyc w tej grze... lecz ppowiadam... odejde w dniu w ktorym zgromadze dostatecznie duzo energii, sily, wiedzy by zapoczatkowac nowy sposob zycia... i spisze swoja wiedze tak by wszyscy mogli znac bledy ktore popelnilem. Przeciez wlasnie tu lezy sens rozwoju splecznosci... starzy przekazuja swoje dziedzictwo mlodym...swoj dorobek...a mlodzi obdarzaja ich za ta madrosc szacunkiem...... to takie absurdalne... ze moja babcia nie ma mi nic do przekazania.... ojciec nie pomogl mi w niczym....przeciwko temu sie buntuje.... chce zbudowac lepszy swiat - doslownie.
To przeciez brzmu smiesznie... jak mozna marzyc o czyms takim ? Tylko szalency maja takie mysli. Ale coz mi zosalo ? Tylko da jedna rzecz mnie motywuje by rano wstac.
Czasami wątpie w siebie... i mysle ze mam zle podejscie... ze miast sie buntowac powinienem szukac piekna w tym burdelu. Osmielam sie myslec ze robie wszystko by je odszukac i doswiadczac go mozliwie najdluzej..
Gdybym był STWÓRCĄ Ziemii, czułbym ogromną potrzebe działania i przemiany prawie wszystkiego... smieją sie ze mnie koledzy... ze chce wrocic do sredniowiecza... lecz przeciez, nie wracaja czasy przeszle... nigdy... tym razem powrot na lono natury przyniesie pelna swiadomosc... nie tylko symbioze... czlowiek stanie sie stróżem porządku i harmonii.
Pieprzony idealista.
1 komentarz:
trying to make a difference one can forgot about the truth..
z tym co jest można się tylko zgodzić
z tym co było można tylko pogodzić
"wolność
ma na imię zgoda
zgoda na rzeczywistość
nosi twoje nazwisko" KB
coś co nie mieści się w umysle!!!
Prześlij komentarz