niedziela, 16 września 2007

It's life itself.

Najlepsze w życiu jest to, że dzieje się w nieskończenie krótkiej chwili wciąż trwając. Cała mnogość możliwości kształtowania tej gliny zamyka sie w niewyobrażalnie krótkim momencie doświadczenia. Któż mogłby przypuszczać, że najlepsze co można z tym doświadczaniem zrobić to poddać się jemu... a nie przyglądać się i próbować zrozumieć. Bo jakże można zrozumieć coś czego sens zamyka sie w nierozumnych sprawach. Materią życia jest czyn. Po coż więc są myśli ? Po cóż jest dialog który głośniejszy niż Warszawska ulica ? Nie widzę zastosowania. Bystry obserwujący umysł działa na zasadzie spostrzeżeń i uświadomień ... nie potrzebuje komentarzy, ktore spowalniaja jego prace, niczym wymawianie slow przy czytaniu. Zrozumienie oraz podejmowanie decyzji odbywa sie w ot tak ... nie potrzeba dumac... rozmownosc w umysle zanika dopiero po uswiadomieniu sobie bezsensu tego precedensu... zadna afirmacja czy medytacja nie przerwie natloku mysli... wszystkie te sztuczki sa jedynie proba oszustwa, odwrocenia uwagi umyslu... wyzwolenie nastepuje, podkreslam, tylko po uswiadomieniu sobie prawdy o zjawisku...

Samo doswiadczanie swiata wydaje sie byc inteligentne ... jesli widziec je jako metaforę to pewne kombinacje decyzji owocuja konkretna reakcja wydarzen... zupelnie jakby prowadzic dialog za pomoca gestow ... usmiech losu bylby zaproszeniem... czas wytezonej pracy bylby wskazowka na szlaku... czas frustracji bylby znakiem do zmiany drogi ... wydaje mi sie ze ostateczna tajemnica ukryta jest na moim nosie..i tanczy fikajac kozły... jest za blisko by ja dostrzec... ale widze juz jej cienie ;-)
It's life itself.

Brak komentarzy: