czwartek, 5 lipca 2007

Wakacje :-)


Wakacje ruszyły. Rok akademicki udało mi się prawie zamknąć. Prawie, gdyż po raz pierwszy poślizgnąłem się z obliczeniami szacującymi czas potrzebny na skończenie projektu z "wsi". Dokończe go jednak niebawem i oddam we wrześniu - formalność.

Wakacje bez wypoczynku - aktywne. Nie planuje wyjazdu wczasowego. Zamiast tego na ścianie wisi mi już kartka organizująca mi dzień. Cóż... mam do zrealizowania kilka zadań. Wstępnie opanować kilka programów do designu, Revit, 3dmax, InDesign, Photoshop by mój jakoś zabłysnąć w pracy (tutaj kolejny punkt na te wakacje) którą z pomocą bożą (sic!) rozpocznę sierpień/wrzesień. Jednocześnie stabilizuje swoje sprawy z "powołaniem architektonicznym" i szukam ujścia dla swoich idei. Wydaje mi się ze Stowarzyszenie Biobudownictwa to móje legowisko na troche dłużej.
Dziś porwany nagłym wiatrem energii motywacji zeskanowałem dla pokoleń białego kruka - Architektura Ziemi auorstwa Teresy Kelm (Ssij)

Rozpocząłem również sezon joggingowy. Dziś w pięknym stylu wywaliłem język po 5 minutach biegu. Jutro zrobie podobnie po 10 :) A z końcem miesiąca mam marzenie biec tak godzinke.

Przepełnia mnie pustka, która równie dobrze mogła by być nazwana spokojem ducha, gdyby moi rodzice pochodzili z Tybetu i uczyli mnie medytacji. Pustka owa ostrzy moje zmysły i powieksza przestrzeń umysłu.

Dziś przechadzałem się po polach z głową zadartą wysoko w górę wpatrzony w spokojny ruch kłębów chmur. Ich leniwe przepychanki wróciły mi wspomnienia o bezstrosce Niedzielnych popołudniach w Stokholmie, kiedy mogłem wylegiwać się na drewnianym stole w jednym z tamtejszych parków.

Kilka dni temu w asyście Agnieszki spożyłem "pokarm Bogów" tzw. Ayahuascę. Całe doświadczenie nauczyło mnie, że mój organizm ma ogromne możliwości detoksyfikacji, słowem - rzygałem jak zawodowiec. Miało to też wymiar zaspokojenia mojej psychodelicznej ciekawości. Wróciłem do Łodzi całkowicie zniechęcony do chemicznych sposobów regulacji świadomości. Moja uwaga skupia się teraz coraz intensywniej na projektowaniu. I to chyba pozytyw. W końcu dane mi jest żyć w mieście, ni w tybetańskim klasztorze.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

a o skansenie to gdzie napisane? :P hihi :D